Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 879 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

"Najdoskonalszą maską jest twarz, bo zupełnie naturalnie skrywa prawdziwe oblicze człowieka."

Niechciana, nierozumiana, odepchnieta... tak wlasnie sie czuje ;(

czwartek, 01 marca 2012 10:36

 W koncu mam internet spowrotem. Tyle czasu czekac, szok.

U mnie dobrze.

Julka rośnie, teraz ostatnio goraczkowala najprowdopodobniej na skutek zabkowania, ale tez leciutko gardelko miala zaczerwienione i dostala jakis syropek.

W tym momencie spi. Na szczescie. Ostatnio wlasnie taka marudna. Dzisiaj w nocy praktycznie malo co spalam. Ale tak to juz jest ;)

Pogoda paskudna. Dobrze, ze mrozow juz nie ma, ale bynajmniej nie ma z czego narazie sie cieszyc, bo nic fajnego nie ma z tej chlapy.

Z utesknieniem wyczekuje wiosne.

Z matka i jej kochanym mezusiem od jakiegos poltora miesiaca dobrego sie nie odzywam.

Wszystko byleby na zlosc mi zrobic. Czekaja na to az sie wyprowadze, bo strasznie im przeciez z Julą zawadzamy.

Wypomina, ze na Julke tez idzie woda, prad gaz czy samo placenie za mieszkanie. Co jakis czas slysze sapanie typu ja mam tylko Ciebie utrzymywac, a nie.

Ok..

Zadnych pieniedzy na jedzenie, czy pampersy czy inne rzeczy dla dziecka nie biore od niej tyle tylko ze tu mieszka Julia ze mna.

No i to przeciez taki klopot. Booo ludzie to dziecka tak strasznie duzo ze wszystkiego korzysta, ze oni wyrobic z rachunkami nie moga,

Smieszne, ale niestety prawdziwe.

Swego czasu mamusia chciala mi zabronic aby Szymon przychodzil do dziecka. Dlaczego? By zrobic mi na zlosc za to, ze nie place jej za Julie.

Dla mnie to jest smieszne, bo jak ona sobie to wyobraza, ze zabroni ojcu przychodzic do dziecka  czy jak?

Narazie sie uspokoila, ale co z tego.

Ciegle tylko krzywo sie patrza.

Daja mi do zrozumienia, ze moglabym w koncu zniknac z ich zycia. ;(

Przykro mi jest nie powiem, ze nie.

Ostatni okres mam naprawde ciezki ... ;/

Znienawidzilam wlasna matke i to tak bardzo, ze nie moge na nia patrzec.

Czuje do niej straszny wstret.

Ona juz oszalala po prostu. Psychicznie czasem ciezko jest tutaj wytrzymac ;/;/

Tak bardzo bym juz chciala opuscic ten dom....

 


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (10) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

Julcia i Julcia i jeszcze raz Julcia

piątek, 25 listopada 2011 11:37

Szok po prostu. Jak dawno mnie tutaj nie bylo. Niunia zajmuje mi moj caly wolny czas, zreszta ciagle cos sie dzieje. Ja i Szymon wynajmujemy mieszkanie i jak narazie jest ok. Niunia po skonczeniu miesiaca wyladowala w szpitalu i spedzilysmy tam 6 dni. Dalysmy rade. Ogolnie teraz coraz zimniej sie robi, ja przeziebiona, niunia tez, a Szymon w pracy. Nie pisze tutaj czesto bo jeszcze nie sprawilam sobie komputera na nowym mieszkaniu, ale wszystko w swoim czasie. Narazie jest wiele, wiele innych wydatkow. Chrzciny sa 26 grudnia, 2 dzien swiat. Jakos to bedzie. Tyle wydatkow, ale to nic jakos damy rade. Jest tak, ze chrzciny chce zrobic u mojej babci w duzym pokoju bo on ma gdzies 60 m, ale moja mamusia oczywiscie widzi w tym wielki problem i nie chce zebym tam robila. To mowie jej ze nie mam warunkow na to aby robic u siebie a nie stac mnie zeby wynajac jaki lokal czy cos, a ona ma to gdzies i powiedziala, ze nie przyjedzie ehhh...

Uciekam bo niunia placze. Postaram sie wpasc pozniej. Pozdrowionka


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (5) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

Julia ;D Nasz malutki skarb

wtorek, 27 września 2011 12:02

Cudownie. Pozbylam sie brzusia... no nie do konca hi hi ;p zostalo tam troche ;P 

Jak to mowi Szymon ' Wczesniej mialem tylko brzuch, a teraz mam malenstwo i brzuszek ;D '

Niunia spi wiec korzystam z okazji.

Urodzila sie 20.09.2011 r. o godzinie 12:40 ;)

Jest slodka... cudowna, no ;D wiem, wiem co bym innego mogla powiedziec o wlasnym dziecku. Ma takie malutkie raczki i nozki, ajj.

Wazyla 4060 kg i 60 cm dlugosci miala. Jak dzwonilam i mowilam wszystkich co i jak tooo zdziwieni wszyscy byli, ze taka wielka.  

18-stego pojechalam wieczorem do szpitala no i kazali juz mi zostac. Bylam na kroplowkach, co rusz na KTG mnie brali. Nie moglam sie doczekac az w koncu nadejdzie ta chwila.

Okazalo sie, ze dziecko dalej bylo ulozone posladkowo i lekarze po krotkiej dyskusji stwierdzili, ze jednak cesarka.

Nie wiem dlaczego, ale jak juz wiezli mnie na sale operacyjna to plakalam jak glupia.... strasznie sie balam.

Kiedy mialam dostac znieczulenie juz tam bedac trzeslam sie strasznie. To bylo dziwnie. Cale cialo latalo, ze strachu.

Czego sie obawialam? Nie wiem. Milion mysli mialam w glowie. Dla lekarzy bylo to zwykle cesarskie ciecie, nic nadzwyczajnego, ale dla mnie? Balam sie strasznie. Po znieczulenie uspokoilam sie. Czulam jak jezdzili mi w brzuchu czyms, jak wyciagali dziecko. I pozniej tylko jak juz uslyszalam placz to stalam sie spokojna.

Przez pierwsze 24 godziny nie wstawalam z lozka, bol w nocy byl przeogromny.

Na drugi dzien powoli zaczynalam wstawac, ale pierwszy raz jak na nogi stanelam to myslalam ze upadne, tak slabo mi sie zrobilo.

Z kazdym dniem bylo coraz lepiej. Dzisiaj jade na sciagniecie szwow... Dalej nie jestem w swietnej formie, ale jest juz dobrze.

Zapomnialam wspomniec. W szpitalu odwiedzil mnie moj ojciec. Troche zmieszany a zarazem zadowolony byl. Powiedzial, ze ma nadzieje iz sobie wybaczymy na wzajem. Nie jestem pewna czy tego chce, ale jestem z natury osoba, ktora nie potrafi nie wybaczyc.

Cholera!

 

Na koniec dodam, ze Szymon bardzo polubil spacery z mala. Wozek wiesc on musi bo jakze by inaczej ;D

Haha idzie ktos znajomy to on dumnie prowadzi " rozowe ferrari "

Jest cudownie ! ;) 

uciekam bo Julka sie budzi ;**

 

 


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (15) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

Staraj się dojrzeć promyk światła tam, gdzie inni widzą tylko ciemności.

środa, 14 września 2011 11:12

Nie, nie jeszcze nie ;)

Sama czekam na ta chwile, ale coz poradzic.

Termin mam na 18-stego.

Ciagle zastanawiam sie kiedy ' ta chwila ' w koncu nadejdzie ;) 

Dzisiaj znowu fest goraco, ale na szczescie wieje przyjemny dla mnie wiatr wiec jest dobrze.

04.09 zmarł mój dziadek ze strony ojca.

Koszmar.

Tydzien wczesniej babcia zatrzymala mnie w parku i po raz pierwszy po tak dlugim czasie sie do mnie odezwala.

 Dziwne, ale bylam tak tym faktem zszokowana, ze nawet zapomnialam o calej urazie jaka do niej  zywilam.

Rozmawialysmy chwile i powiedziala, zebym przyszla ich odwiedzic.

Wtedy pamietam ze powiedzialam " przyjde, przyjde do Was jak urodze " no i nie zdazylam bo dziadek zmarl. 

Co jeszcze pamietam to to iz widzialam dziadka ostatni raz w oknie.

Akurat wracalam ze szkoly z rana, to byl dzien przed rozpoczeciem roku. Musialam isc pozalatwiac kilka spraw. No i widzialam go. Patrzyl sie ukradkiem przez okno, a ja tak obojetnie przeszlam i owdrocilam glowe.

Dziwne, ale mam cholerne wyrzuty sumienia. Ciagle mam jego twarz przed oczyma. Jak zwykle czlowiek zdaje sobie sprawe z pewnych rzeczy dopiero gdy jest za pozno. 

Dreczy mnie fakt, ze moglam postarac sie wczesniej nawiazac z nimi kontakt, ale do cholery to oni sie od nas odwrocili, to oni stali po stronie ojca, oni sami nas od siebie odsuneli ;(

Wiec dlaczego tak dziwnie sie czuje...

 

Teraz mysle tylko o malenstwu... kiedy w koncu bede mogla wziac je w ramiona... mialyscie racje... takie obawy sa chyba normalne, a ja mimo wszystko wierze, ze sobie poradze.  

 

 

 

Ps. Sabinko nie, nie. Ten tytul nie dotyczyl nas. Mimo iz wszyscy twierdzili, ze nasza ' wielka milosc ' skonczy sie bardzo szybko to my nadal jestesmy razem. Wzajemnie sie wspieramy i z kazdym dniem jest coraz lepiej.  Czujemy sie w swoim towarzystwie fajntastycznie ;)  


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (12) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

Jest taka miłość, która nie umiera, choć zakochani od siebie odejdą.

sobota, 27 sierpnia 2011 9:25

Od rana goraco. I tak juz od jakiegos czasu jest.
Co niektorzy moze i sie ciesza, ale ja... oj zle znosze ta pogode.
Ciagle cała mokra, słaba. Za mna juz 37 tygodni i 6 dni.
Koniec swiata.
Dzidzia siedzi i chyba nie ma zamiaru tak szybko jak ja to mowie " wykluc " sie.
Juz bym chciala miec to za soba. Nie myslalam, ze ta koncowka bedzie mnie az tak dobijac.
Teraz to dopiero jestem zlosliwa.
Te moje humorki daja sie we znaki wszystkim.
Same obawy, ostatnio tylko ciagle smutek mi doskwiera, a zawsze raczej stalam po tej optymistycznej stronie.Wszystko juz przygotowane dla dziecka, ale ja i tak mam mega obawy.
Ostatnio mi po glowie nawet chodzi czy ja aby na pewno teraz tego dziecka chce, boje sie ze go nie pokocham, ze odsune od siebie... jejku.
Potwor ze mnie jak nic. Boje sie ze nie bede dobra matka.
Na wizycie ostatnio tez sie nic nie dowiedzialam.
Co za baba. Poszlam z matka bo chciala.
I nic.
Zero jakiejs mowy o dziecku, nawet nie raczyla powiedziec ta lekarka czy wszystko w porzadku z malenstwem.
Moja matka sama o wszystko wypytywala, a ta zbywajaco cos tam odpowiadala.
Koszmar.
Jeszcze do mnie mowi szybko szybko bo sie spiesze do urzedu bo musze cos zalatwic.
Aha? Nie no super.
Bylam u niej w 36 tyg i tylko tyle co z wyniosloscia powiedziala to, to, ze dziecko nadal nie jest odwrocone i beda mnie kroic. ehh.
Matka mowi, ze moze sie odwrocic, ale nie wiem. 

Z neta choc mam czas to i tak rzadko korzystam, bo cos szwankuje. Raz jest a raz go nie ma.  


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (15) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

Dziś czuje, że brak mi sił ...

czwartek, 28 lipca 2011 9:28

Praktycznie mamy juz koniec lipca. Wakacje do swietnych nie naleza... kilka dni poswieci slonce, dzieciaki sie ciesza, a zaraz potem deszcz i tak w kolko.

Ogolnie to strasznie zaczelam narzekac na kregoslup kilka dni temu... koszmar.

Spotkalam tez w poniedzialek moja kuzynke z coreczka, akurat byla odebrac wyniki od Pani ginekolog i troche tam zaczela opowiadac co sie w rodzinie dzieje itd.

Zaczela mi wspominac, ze ojciec sie stoczyl, ze juz nie jest z Martusia, bo ta sobie jakiegos w Belgii znalazla...

Szczerze to nie interesuje mnie to...

Sam sie stoczyl, odsunal od siebie nas, przeciez mu wspolczuc teraz nie bede... dobra dosc o nim ;)

Dzisiaj pogoda od rana przyjemna... chyba bedzie goraco....

Ostatnio na przyjeciu u Szymka nawet fajnie bylo... jego tam najblizsza rodzina sie zjechala i sobie z kazdym z osobna pogadalam ;)

Poswirowali troche, a ja do domu wrocilam z takim bolem glowy, na drugi dzien tak samo... jakbym kaca miala niewiadomo po czym .

Hah to ja tam bylam jedna z dwoch osob ktore nie pily jak wiadomo a glowa mnie tak napierdzielala ze o booszz ;p

 Jestem juz w 33 tygodniu. Coraz blizej juz do rozwiazania, a ja juz momentami nie wyrabiam. Najgorsze jest to jak jest na dworze potwornie goraco... ojej

Miłego, dalszego przebiegu wakacji ;) !


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (4) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

Ehm nie wiem co napisac... brak pomyslow ;/ ;)

poniedziałek, 04 lipca 2011 2:09

Wakacje! Aha? Jakos mnie to tam bardzo nie rusza. Albo mam taki okres dziwny, albo juz naprawde zglupialam. O ile mi dobrze wiadomo to wszyscy z utesknieniem na nie czekali, a taka Goska sobie tu wydziwia... no! 

Ogolem nie jest zle. Pozaliczalam wszystko z wyjatkiem matematyki... szlak, choc nie jest mi na reke ze to wlasnie ten przedmiot mi zostal to i tak jestem z siebie dumna ze dalam rade zaliczyc. Jakby nie patrzec wiecej mnie w tym polroczu w szkole nie bylo jak bylam. Wiec matma na sierpien zostawiona no w razie gdybym nie dala rady tooo przejde warunkowo... no to takie wyjscie awaryjne... nic nigdy nie wiadomo co to moja dzidzia mi wywinie...

Mam problem z hemoglobina. No spada mi ... Lekarka sie czepia... no i dostalam dodatkowe leki bo tez mam stan zapalny... etc.

Jutro ide wykupic. Tak licze ze 130 zl mnie to wyniesie... same witaminy 70 zl, ale jak trzeba to trzeba.
Kurcze tez jestem uziemiona przez ta polozna... raz w tygodniu musi mnie w domu odwiedzac, a po 32 bodajze tyg. 2 razy i ruszyc sie gdzies na dluzej nie moge z domu.

oOoo dzisiaj juz piata nocka jak spac nie moge,... zeszlej nocy usnelo mi sie po 4 nad ranem i wstalam juz przed 6... i albo spie po dwie godziny w nocy, albo w ogole!

Tooo tez mnie fest denerwuje... Przyloze sobie glowke do poduszki i czuje, ze tak bardzo spac mi sie chce, ale nic z tego... heh nawet jest to nieco zabawne.. ;)

 

 

 Karolinka! rozwala mnie ta jej fryzurka ;) najlepsze jest to jak pozuje do zdjecia, widzi aparat i krzyczy ZDJECIE ZDJECIE ZDJECIE, a jak sie jej powie Karolina  

Karolinka!!! Moja najmlodsza siostrzyczka ;D Rozwala mnie jej fryzurka no ;)

Najlepsze jest to ze jak widzi aparat to krzyczy ZDJECIE, ZDJECIE, ZDJECIE, a jak jej sie powie Karolina " poza " to ustawia sie do zdjecia ;D No widok BEZCENNY ;) 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (5) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

Aktualnie informatyka ;)

piątek, 27 maja 2011 11:02

Ostatnio nawet nie było kiedy pisać. Natłok wszystkiego. Koszmar dosłownie. Zaliczam przedmioty, bo zagrozenia mam. Omg. Ogółem jakoś leci. Mam małe spiecia ze starsza, ale zyje jakos. Wczoraj byl Dzien Matki i wraz z siostrami dalysmy matce bombonierke i kwiaty. Kazda z nas przytulila, jak dawno tego nie robila....

Moje dziecko kopie coraz juz czesciej... czasem pod zebrami az boli. Malenstwo daje popalic. Biore witaminy bodajze feminatal 2. Fakt drogie, ale mam ostatnio znaczne oslabienie, o maly wlos nie mdleje, zawsze jakos to znosze. Mam znowu badania teraz krwi i jesli bede miec za wysoka glukoze to mnie do szpitala chce wsadzic pani doktor. Nie cieszy mnie to zbytnio, naprawde. Mam nadzieje, ze do nastepnej wizyty wszystko sie poprawi. Bardzo bym tego chciala.

Najprawdopodbniej bedzie Julka. Ciesze sie. Zreszta chlopiec czy dziewczynka nie robi wiekszej roznicy, wazne aby bylo zdrowe. To mnie najbardziej by cieszylo. Dzisiaj poszlam spac po 3 w nocy i wstalam po 6. No nic jak trzeba kuc na fizyke to trzeba. Dwa sprawdziany musialam zaliczac, tzn jeszcze jeden przede mna. Wczoraj zaliczylam dwa z rachunkowosci. Zaliczylam oba na 4. Jejku w koncu zakumalam o co biega. Amortyzajcja wydawala sie niegdys taka trudna ahh ;)

Wgl. to kilka dni temu dowiedzialam sie ze dopusci nas ksiadz do bierzmowania 1 czerwca. Raptownie na dzisiaj kazal sie nauczyc wszystkich modlitw. No jakby nie mogl tego robic stopniowo. Oczywiscie bo po co, najlepiej wszystko na ostatnia chwile. Spotkania raz na miesiac lub dwa i po 5, 10 min, bo jak twierdzil w domu sobie mozemy poczytac pismo swiete a w indeksie bedziemy pisac ze na spotkaniu zostalo to przerobione co mialo byc.

 

 

 

(...) Chce patrzec kiedy spisz....

 


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (12) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

PAMIĘTAJ miłość to uczucie WIELKIE

środa, 11 maja 2011 10:23

Siedzę sobie z KArolina, bo nianka nie mogla dzisiaj... wczoraj z matka i niunią bylysmy na szczepieniu... Jak ona przerazliwie plakala... Pani chciala ja zbadac a ta juz w ryk... masakra jednym slowem. Kiedy juz przyszlo do szczepienia i matka trzymala ja na rekach too Karolka w placzu mowila ' Gosia, Gosia '  No jasne jest ze zaszczepiona musiala byc, ale ciezko bylo patrzec jak ona placze tak potwornie... ehh. 3 razy kuc to jest lekka przesada jak dla mnie... A zeby za jednym razem to trzeba zaplacic niewiadomo ile... cholera jasna by trafila to wszystko...

W piatek stojac przed bankiem PKO i czekajac na babcie i wujka, minal nie ojciec wraz z babką Mirką... co najlepsze przechodzac kolo mnie zaczal sie smiac i cos do niej gadac. Nie uslyszalam ani slowa ' czesc ' ani nic... zupelnie obcy ludzie... Jakos nie zdolalam z siebie nic wydusic... zrobilo mi sie cholernie przykro i samoistnie zaczely splywac mi po policzku lzy... ludzie patrzeli na mnie... a ja taka zaryczana, nie wiedzialam w jaki sposob sie uspokoic.... Twierdzilam zawsze, ze jest mi on obojetny, ale jaki by nie byl to zawsze OJCIEC. A teraz nawet nie zamierza sie przyznac, ze wgl. mnie zna... cholera...

No i na weekend wybralam sie do Krzepielowa  i byl juz moj kochany Macius... ja tam jestem traktowana tak troskliwie ze szok. Idac z nim do sklepu chwile rozmawialismy w piatek...

M- Dajesz rade? Jak w domu?

Ja- Ok Maciuś, ok.

M- Mowisz prawde? Czy tak, zebym wierzyl tylko, ze wszystko gra...

Ja- Mowie w ten sposob, bo tak trzeba...

Na tym rozmowa sie skonczyla bo weszlismy do sklepu./..

Pozniej duzo rozmawialismy... coo u mnie co u niego... troche wypil w piatek, usiadl gadalismy ja, Tomek, babcia, dziadek... Plakal... zastanawial sie czemu zostal odrzucony tak przez rodzine... Fakt, byl kochany kiedy dawal kazdemu na wszystko pieniazki..., a bo Macius zjezdzal do Polski to wszyscy sie zlatywali bo chcieli drogie prezenciki... kiedy sie postawil i skonczyl sponsorowac wszyscy sie odsuneli... łał rodzinke by mial dalej gdyby na biezaco sponsorowal... chore!

Tomek/.. moj chrzestny... wpadl w taki stan ze cholera. Maciek zjechal specjalnie na jego sprawe rozwodowa zeby byc swiadkiem. Jego zona zrobila z niego w oczach innych, tyrana, damskiego boksera, najgorsza swinie na swiecie! Absurd. On sie nigdy nie awanturuje! Na dzieci w zyciu reki nie podniosl, zrobilby dla nich wszystko.! A ona twierdzi, ze sie nad nimi zneca... ! Tylko dla tego, ze juz tyle kasy co wczesniej nie ma dlatego, ze stracil prace... nie ma takich luksusow jak wczesniej..., ale przed oltarzem do cholery skladala przysiege na dobre i zle! To dlaczego odwraca sie tylko dlatego, ze pogorszyla sie sytyuacja materialna? ! Co lepsze.. tyle razy co ona go zdradzila... chciala sie brac nawet za Macka bo ona ' bogatszy' i przystojnieszy... Z tyloma co sie pieprzyla , a Tomek dalej ja kocha jak glupi...! Nie pozwala na nia zlego slowa powiedziec... teraz znajac zycie znowu jest zalany w cholere..., pije, pije, pije ! Jednak w latwy sposob mozna zniszczyc czlowieka... ! Cholera ;/

 Jeszcze w dodatku chyba zawale angielski... jestem tak pusta z tego jezyka ze szok. Pewnie dlatego ze pierwszy rok go mam i nawet nas podstaw nie uczyli, bo czesc klasy juz ma go np. 4 rok...
Tak wiec napisalam ostatnio opis wymarzonego domu w kilku zdaniach... i dupa... nie zaliczylam... jak baba mi przetlumaczyla jak ja too napisalam to wstyd mi sie zrobilo..., np. Chcialabym miec dom w Paryzu w wiosce. Bezsens jakis wiem ;D noo i ciul pozwolila mi jeszcze raz napisac na poniedzialek, ale czy wyjdzie mi cos z tego to nie wiem ;/;/ sama tego cholera nie napisze....maasakra

 

 

 

 

Kochać nauczyłaś mnie Ty!
Ty ukradłaś mi moje sny.
Pokazałaś co kryje się w nas miłość którą zabrał czas.
I chociaż wiem.. że kocham Cie poznałem prawdę co kryje twoja twarz.
Ty prawdę znasz... Jaką szykował dla nas czas..

A dziś jest szary świat tylko miliony kłamstw,
więc co dziś robić mam Boże daj mi znak Oo..


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (12) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

"Co to jest wierność? Poczucie, że posiadam na zawsze czyjeś ciało i duszę?"

piątek, 29 kwietnia 2011 22:37

Na dworze robi sie coraz przyjemniej... moja kochana siostrzyczka nawet na chwile nie chce przychodzic do domu. Najchetniej bez przerwy siedzialaby w piaskownicy i rozkoszowala sie wsypywaniem piasku do wiadereczka hi hi ;)
Musze przyznac iz trafila mi sie nerwowa siostrzyczka i dosc kaprysna. Czegos nie dostanie... tupie nogami, rzuca sie na podloge, drze sie jak opetana iiii tylko czeka az ktos zareaguje...
mozna na glowe dostac naprawde, ale coz jej wychowaniem musza sie zajac rodzice ;)

Wczoraj Szymon przykladajac mi reke do brzucha pierwszy raz poczul jak dziecko kopie, a ono sie rozkrecilo i dalo tatusiowi wiele radosci tymi swoimi delikatnymi kopnieciami...
Wspaniale bylo widziec tą radosc w jego oczach...

Dzisiaj dosc meczacy mam dzien... nic tylko ciagle mi ciezko... na obiad wraz z mamuska lepilysmy pierogi.
Musze przyznac, ze mialam na nie ochote od dawna...

 

Wlasnie mam pytanie do Was...

Mam kolezanke ktora jest w zwiazku juz od pol roku z pewnym gosciem z Poznania... widuja sie praktycznie w weekendy, ale tez zdarza sie czasem rzadziej.
Ona podczas jego nieobecnosci jest na skinienie innego, tzn. chodzi mi tutaj o to, ze jest zauroczona pewnym chlopakiem.
W szkole widzac ją nie przyznaje sie ze ja zna..., ale kiedy najdzie go ' ochota ' wie gdzie napisac. U nich to jest taki uklad.
On pisze np. dzien wczesniej, mowi jej jak ma sie ubrac, ida gdzies w dzien do opuszczonego domku niedaleko naszej szkoly, robia swoje i koniec. Nawet nie rozmawiaja zbytnio.
Najlepsze jest to, ze nawet nie chodza tam razem. On jej pisze ze ma isc za nim jakies 15 metrow i praktycznie jakby sie nie znali, byleby ich nikt razem nie zobaczyl.

Dziwne... bo kurcze tak twierdzi, ze bardzo kocha swojego chlopaka, ze zrobilaby dla niego wszystko, a wystarczy ze ten dupek do niej napisze i ona juz jest na jego zawolanie.
Kiedys jej pytalam: Aga nie uwazasz ze nie masz szacunku do samej siebie?
On spotyka sie tylko z Toba dla seksu, traktuje Cie jak zwykla dziwke...
Ona na to, ze wie, ale lubi patrzec jak mu jest z nią dobrze i ze lubi mu dogadzac...

Byc moze jestem glupia, ale skoro ma sie swojego mezczyzne i jesli sie go kocha to nie postepuje sie w ten sposob.
Ja sobie nie wyobrazam jakbym mogla dzisiaj powiedzmy uprawiac seks z ' kolega ' a jutro kochac sie z Szymonem...
Jak moglabym zyc ze swiadomoscia tego wszystkiego... nie to jest nie do pojecia...

 

 

 "Małe rzeczy są naprawdę małe, ale być wiernym w małych rzeczach - to wielka rzecz."


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (32) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

Jeżeli mozesz to kochaj, kochaj mnie ;*** ;]

wtorek, 26 kwietnia 2011 22:07

Święta,święta i po świetach.

Dużo jedzonka, wspaniałe zapachy.

 Owszem przyznam najadłam się iii to jak.

 No cóż jak się ma ochote to się je. I z tego założenia tez korzystalam w swieta.

 Wizyte mialam 21.04 u lekarza. Wszystko w porzadku, ale dzidzius no nie chce pokazac jakiej plci jest ;) nie szkodzi.

 Poczekam.

Ogolnie rzecz biorac mam za soba juz 20 tygodni i 2 badz 3 dni teraz nie wiem dokladnie. Czuje sie swietnie, brzuszek rosnie. Bardzo czesto leze i masuje go. Juz taki odruch mam. Szymon czasem mowi, no kurcze Ty to juz poza nim swiata nie widzisz hi hi ;)

16.04.2011 R. Tego dnia pierwszy raz poczulam ruchy mojego malenstwa.

Wspaniale uczucie. Zawsze zastanawialam sie jak to jest. I musze przyznac, ze jest to cudowne uczucie.

To takie delikatne kopanie, ahh.

Naprawde zachwycona bylam tym. Akurat 16 wypadl w sobote i na weekend z Szymonem pojechalismy do babci mojej. Ja sobie lezalam a Szymon byl przede mna. Pierwszy raz jak poczulam to nie moglam uwierzyc, dopiero po 3 razie zdalam sobie sprawe ze to moja kruszynka. Szymon byl wyraznie zachwycony ze byl przy mnie kiedy malenstwo sie poruszylo ;) Ale zazwyczaj lubi kopnac mnie kilkakrotnie wlasnie w nocy kiedy nie spie, choc w dzien nie powiem, ze nie bo rowniez kopie ;)

Musze przyznac ze juz coraz szybciej sie mecze, wchodzenie po schodach to dla mnie czarna magia, ale daje rade ;) Dzisiaj wrocilam od babci, bo w piatek z Szymonem pojechalismy do niej. Zaprosila, a ten jej obiecal wiec pojechalismy. Bardzo go polubili wszyscy. Babcia stwierdzila, ze Szymon jest bardzo za mną, ze jak obserwuje to widzi ze sie stara.

No tak, bo on jak jest ze mna to pyta misiek, a moze chcesz to, a moze tamto. Kochany jest. Bez przerwy tuli sie, caluje, pyta o moje samopoczucie... Pod tym wzgledem nie mam co narzekac, zreszta pod zadnym. Ciesze sie ze go mam. Najlepsze bylo to, jak kladac sie spac dal mi buzi na dobranoc i powiedzial, ze mnie kocha po czym pocalowal brzuszek i powiedzial ' dobranoc malenstwo '
Jakos milutko mi sie zrobilo. To takie wspaniale uczucie, miec przy sobie osobe, ktora dazy sie tak wielkim uczuciem i zyc z mysla, ze i ja jestem tak bardzo kochana... tego zawsze pragnelam i jestem szczesliwa.

Juz padnieta jestem, ale to dlatego ze to moja pora. Ja bym tylko spala, coz ta ciaza ze mna wyprawia hi hi ;)

Szybka kapiel, cos przekasze, bo oczywiscie zglodnialam i do lozeczka...

Zapomnialabym dodac, ze w tym tygodniu wraca z Anglii moj wujek ukochany, Macius. 12 maja konczy 26 lat iii ciesze sie ze bede mogla z nim ten dzien spedzic. Bardzo jestem do niego przywiazana. Kocham Go. Zawsze moglam z nim rozmawiac szczerze, potrafil przy mnie sie poplakac, zwierzac sie... Jest dla mnie jak przyjaciel czy brat.

 


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (12) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

Zadowolona z zycia ;**

piątek, 08 kwietnia 2011 11:08

Informatyka ;D

Fajnie... bylam u pielegniarki z Sylwia.... etc. Bezsens. Znowu zapytala wprost o ciaze itd. No gdyby mi jeszcze tego bylo malo. Sylwia powiedziala, że nikomu nie powie, ale samo to ze pielegniarka tak robi... Mowie jej ze gdyby tak nie robila to dluzej to w tajemnicy by sie dalo utrzymac a ona i tak i tak by sie wydalo, a ja do niej no ale w pozniejszym czasie a nie odrazu.

Oczywiscie ma to gdzies... super.

Tak ogolnie zaliczalam sprawdzian z fizyki i poszlo mi calkiem calkiem szoook ;)

Dzisiaj Szymon nie przyjdzie ;/ Robi przenosi sie z pokoju z dolu do gory i dobrze ;)

Tak ogolnie wczoraj znowu mialam takie przyspieszone tetno ze szok...

myslalam ze nie wyrobie, nie mialam kontrolii nad soba, czulam jak nogi sie pode mna uginaja. Dziwne uczucie. Czuc taka bezsilnosc .

Ogolnie nie jest zle. Staram sie cieszyc kazdym dniem. I jest dobrze. Matka powiedziala ze niedlugo powinno mnie dziecko zaczac kopac. Jestem w 17 tygodniu i 6 dniu.

Jakos ciesze sie ze ta kruszynka niedlugo przyjdzie na swiat ;)


 


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (7) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

Trzeba mi Twoich dwóch ramion zamkniętych, dwóch promieni wszechświata...

niedziela, 20 marca 2011 13:10

Przez ostatnie dni na zewnatrz wychodziłam tylko na chwilę, albo w ogole siedzialam w domu. Pogoda straszna. Dzisiaj zrobiło sie cieplutko, ale to nie to samo co tydzien temu w niedziele. W słońcu było ponad 20 stopni ahhh wspaniale. Zważajac na to, że Szymon mieszka dobry kawał drogi ode mnie to jakoś sie tam nie wybierałam jeszcze, az do czasu tamtej niedzieli. Postanowiłam pójść. Myślę sobie, a co. Miał przyjść do mnie na 16, a ja byłam szybsza i chwilę po 15 byłam już u niego. Hi hi jego zdziwnienie bylo bezcenne. Posiedzielismy, posmialismy sie. Odprowadził mnie pozniej do domu takze gdzies po 23 juz bylam. Dzisiaj planuje sobie mały spacer, ale kurcze mama pozyczyla ode mnie kurtke. Tak to jest jak sie ma mamusie sylwetki takiej jak ja sama. No i w tym rzecz ze na okraglo cos pozycza, a ze moja skorzana kurtka jej sie podoba to sobie pozyczyla i pojechala z Karola, cisia i Arkiem do ciotki. Wiec pojde pietro wyzej do Aski na herbate.

Od czasu ostatniego mojego wpisu wiele sie zmienilo. Glupia zaufalam jak zwykle jednej z dziewczyn. Po tym jak Marta postapila tak jak postapila z moim ojcem naprawde ciezko bylo mi zaufac, pozniej Monika tez mnie oszukala... no, ale jakos sie przemoglam i sprobowalam. Okazalo sie, ze popelnilam kolejny blad. Po naszej klotni dziwnym trafem wszyscy sie dowiedzieli ze jestem w ciazy. Nawet Ci co mnie nie znali gadali ' ta z ITE jest w ciazy ' przykre. Tak sie ostatnio zastanawialam i zauwazylam ze od czasu jak sie wydalo ze jestem w ciazy nie mam kolezanek. Odsunely sie. ... to tez zabolalo, ale coz. Czego ja sie spodziewalam?

Moja mama pracuje w jednym zakladzie z partnerka mojego tatusia- Marta. Jakis tydzien temu caly zaklad wiedzial, ze moja matka zostanie babcia. W koncu jedna z jej kolezanek zapytala ja czy to prawda. Mama zapytala od kogo wie.... i? MARTA. Ehh Ma rodzine w Konradowie, ja tam kiedys mieszkalam i ta dziewczyna ktorej sie zwierzylam tez tam mieszka iii znowu. Wszyscy gadaja na moj temat. Stad wie Martusia, moj tatus. Wszyscy juz praktycznie.

1 marca mialam wizyte u lekarza. Moja dzidzia miala juz 12 tygodni. Kolejna mam 31 marca. Juz niedlugo. W sumie jakos sie nie moge doczekac. Z kazdym USG widac jak malenstwo rosnie. To jest takie świetne uczucie.
Zdalam sobie sprawe, ze mam gdzies  czy ludzie sie ode mnie odsuwaja, czy gadaja po katach. To bedzie moje dziecko i sie z tego ciesze. Nie moge wiecznie ogladac sie w tyl przeciez. Teraz mysle do przodu i uwazam, ze dobrze robie.

Martwi mnie jedynie moja siostrzyczka Monika-13 lat. Bardzo malo je. I juz praktycznie codziennie wymiotuje jak nie rano to w dzien, do jedzenia ona ostatnia. Je mniej niz moja siostra poltora roczna prawie.

Dosc tych zmartwien. Naszla mnie ostatnio taka wena, wyobraznia chyba mi sie poglebia hi hi. Poszperalam troche w swoim folderze i patrze, a tu moja ksiazka, a nowych rozdzialow nie ma. Wiec postanawiam to nadrobic.

Dopijam herbate i uciekam na kolejna do gory ;) Miłego dnia.

 

 

Ubiorę ciebie w błękit kwiatów,
niezopominek i bławatów,
ustroję ciebie w paproć młodą
i świat rozświetlę twa urodą.


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (8) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

Co sprawia, że człowiek zaczyna nienawidzić sam siebie? Może tchórzostwo. Albo nieodłączny strach przed popełnianiem błędów, przed robieniem nie tego, czego inni oczekują.

sobota, 05 lutego 2011 11:39

Mamy juz luty. Wstajac rano zauwazylam jak przez rolete przedzieraja sie promienie sloneczne. Pomyslalam, ze moze bedzie to jakis cieply dzien. Niestety wiatr jest tak potworny, ze psuje ładny obrazek, ktory mozna bylo zaobserwowac przez okno. To nic. Na wiosne jeszcze przyjdzie czas. Konczy sie pierwszy tydzien ferii. Dzieciaki liczyly na snieg, pozjezdzanie z gorek tej zimy w czasie ferii, ale niestety na ich nie korzysc sniegu nie ma. Ja tam sie ciesze, bo ile mozna znosic ciagle noszenie tylu rzeczy na sobie, aby tylko bylo nam cieplo. Chcialam wyjsc z Karolą na mały spacer, ale wiatr jest zbyt silny, wiec sobie odpuszcze. Mama piekla wczoraj sernika i makowca na ta 18stke. Jednak sie na nia nie wybieram. Nie mam nastroju. Z racji tej ze dawno nie jadlam jablecznika mam ogromna ochote go zrobic. I tak po obiedze planuje wziac sie za to zeby szybciutko upiec. Od poniedzialku biorę sie porzadnie za matme, choc jest dla mnie ostatnio czarna magią to jakos mam zamiar to zdac. Bynajmniej postaram sie.
Codziennie łykam witaminy i jakos juz sie do tego przyzwyczailam. Dzisiaj czuje sie wyjatkowo dobrze co mnie az dziwi, bo przez ostatni tydzien ciagle mialam zawroty glowy, nudnosci, wymioty. Cos okropnego, ale za bledy sie przeciez placi. Swoja droga nie ma co plakac nad rozlanym mlekiem. Wzielam sie w garsc, bo owszem popelnilam blad, ale co mi da uzalanie sie nad soba jaka to ja nieszczesliwa czy cos. Zdaje sobie sprawe  z odpowiedzialnosci jaka bede musiala na siebie przyjac, wiem ze latwo nie bedzie, ale przeciez na starcie sie nie ma co poddawac, przeciez trzeba walczyc.
Dzisiaj na obiad mam knedle. Robi sie je z ciasta takiego jak na kopytka, w srodek wklada truskawke i sa ta takie kuleczki. W mojej rodzinie sa one bardzo lubiane. Z cukrem sie ich smakuje i sa rzeczywiscie pyszne. O i znowu sloneczko daje mi po oczach, ale rolet nie zaslonie, bo nawet jest to przyjemne. Chyba sie za tym troszeczke stesknilam. Teraz biore sie za sprzatanie z laskami. Udanego weekendu zycze.

 

 

Tak jasno jest wokół mnie
Tak mocno zakochałam w Tobie
W Tobie zakochałam się
W kieszeniach mam pełno chmur
I Twoją gwiazdą prowadzona
Płynę w Twych ramionach
Do Twoich ust

 


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (19) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

Trzeba umiec odnalezc sie w kazdej sytuacji...

środa, 26 stycznia 2011 22:09

Chwilowo nastaje wiosna, pozniej znowu mrozy, kiedy zdazy napadac snieg zaraz pada deszcz i powstaje niemiła mieszanka. W szkole jak w szkole matme zawalilam i masz 1. Ale przez ferie bede sie uczyc i mam zamiar odrazu zaliczac, co z tego wyjdzie? Tego jeszcze nie wiem. Mam takie beznadziejne samopoczucie. Nic mi sie nie chce, najchetniej zaszylabym sie w jakims kacie z 4 scianami i siedziala tam dopoki nie poprawi mi sie nastroj. Tak naprawde ze wszystkim sie juz oswoilam, ale wieczne zmeczenie i to wszystko zaczyna mnie przytlaczac. Od poczatku tygodnia nie bylam  w szkole. W poniedzialek zwyczajnie to mialam gdzies a we wtorek potworny bol brzucha. Dzisiaj mialam wizyte u ginekologa w koncu. Mialam badanie na tym calym ' samolocie ' zwal jak zwal. USG dopochwowe... jakos czulam sie dosyc normalnie co mnie zdziwilo... zawsze trzymalam sie zalozenia ze bede niezle skrepowana, a powiem szczerze ze to po prostu samemu trzeba sie przekonac jak to jest i wgl. Z miesiaczki wychodzi, ze jestem w 7 tygodniu a ona mowila ze jakos to bedzie 5. Nie kapuje zbytnio, ale to co. Musze zrobic kilka badan. Ojj i krew beda mi pobierac, sprawdzac na nowo grupe krwi i bede miec morfologie, chyba glukoze rowniez. Bynajmniej z wynikami mam przyjsc 1 marca do niej bo na ten dzien ustawilysmy wizyte. Poinformowani zostali matka i Arek przeze mnie w piatek i to tak zwyczajnie przez przypadek to wyszlo... kiedy mama nie chciala uwierzyc to Szymon przyszedl i potwierdzil to ta nadal nie wierzyla i dzisiaj sie przekonala to juz wierzy. Ogolnie przyjeli to spokojnie. Zadnych sapow, niczego. Jak nie oni.... ale coz... no zycie. Babci tez powiedzialam, ale wczesniej i ta obiecala ze mi pomoze itd. Narazie nie jest zle.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (22) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

Wyszedl pozytywnie...

wtorek, 11 stycznia 2011 14:36

Zrobiłam ponownie test. Z racji takiej,że okres spoznia mi sie 4 dzien a mam juz od dluzszego czasu regularny to postanowilam sprawdzic. Dzisiaj rano wyszly dwie kreski, ciaza. Przyjelam to dosyc spokojnie, choc co jakis czas dopada mnie taki dol ze szok. Musze sie wybrac do ginekologa, ale jakos nie wiem jak za to sie zabrac... Bede musiala zaniesc jakies zaswiadczenie o ciazy i wgl. Dzisiaj jak stalismy przed klasa przechodzila obok dziewczyna w ciazy dosc juz zaawansowanej. I uslyszalam dlaczego zdziry moga chodzic po korytarzach. To, ze dziewczyna jest w ciazy nie oznacza odrazu ze sie kur*i. To mnie jakos przytloczylo, bo wiem i ze na mnie beda tak patrzec. Miejmy nadzieje, ze jakos sobie z tym poradze, bo kto jak nie ja? Zreszta za bledy sie placi i jestem tego w pelni swiadoma. K. jestem bardzo ciekawa jak osadzisz mnie Ty... jestem glupia, bezmyslna itd.? Tak wiem... ale juz nie ma co sie nad soba rozczulac, teraz czas powaznie pomyslec co dalej.
Tak zjezdzajac z tematu dostalam zaproszenie na 18 stke kuzyna.   5 lutego ma sie odbyc impreza. Mam zabrac osobe towarzyszaca ze soba. Nie mam jakos ochoty tam isc, ale jeszcze nie wiem jak to bedzie. Ostatnio jakos czesto mam podniesiona temperature, co jest wrecz meczace, a co do zmeczenia... choc nic nie robie to czuje sie taka wykonczona, ze szok. Najchetniej bym tylko spala...

 

Kochaj mnie....


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (19) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

Jak mam Cię nie kochać...?!

czwartek, 30 grudnia 2010 22:57

W koncu wiem... Swieta byly za sztuczne... zbyt sztuczne niz zwykle... takie dziwne.. cholera! Zawsze marze o takich wspanialych, szczerych swietach, a teraz widze, ze wiekszosc traktuje swieta jak jakis obowiazek, totalna masakra. Moze za bardzo chcialabym je upiekszyc? Sprawic zeby byly wyjatkowe? Mozliwe. Przeciez nie zaprzeczam. Jutro sylwester. Matka z Arkiem jada na 20 na impreze.. Ja nie wiem czy skorzystam z jakiego kolwiek zaproszenia na te noc, czy czasem nie usiade w domu i w samotnosci sie nie zaleje. Ktoz to wie... Mam dzisiaj jakos cholernie dziwne podejscie do wszystkiego. Nie wyrabiam.. no kurde. Sama siebie nie rozumiem. 

 

Mam chec sie rozmarzyc i nie myslec co pozniej
chce zyc ta chwila niech ona trwa jak najdluzej...


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (11) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

Zamykasz oczy i widzisz tylko przestrzeń.

poniedziałek, 27 grudnia 2010 13:01

Po świetach juz. Mozna powiedziec, ze bylo ok, choc czegos mi w nich brakowalo. Moze z  czasem sie dowiem czego. Pierwszy i drugi dzien swiat spedzilam w lozku. Tak zle sie czulam ze szok. Szymon czuwal przy mnie... choc zawsze peszy mnie to w jaki sposob na mnie patrzy... hmm moze zle to okreslilam. Uwielbiam to z jdnej strony a z drugiej ahh nie wiem. Śnieg pada i pada... ostatnio bylo tak ze padal deszcz i zrobila sie przerazliwa chlapa. Koszmar. Rozmawialam wczoraj duzo z Szymonem i pytalam czy aby na pewno w razie czego bedzie przy mnie i mi pomoze... przeciez na szczycie jego marzen nie jest zostanie tatusiem. Powiedzial ze skoro popelnilismy blad obydwoje to tez i razem za niego bedziemy placic. Jesli chodzi zas o zabezpieczenia to to nie jest tak ze jest to dla mnie nowosc. Po prostu wtedy nie mial. I wyszlo jak wyszlo. Ale nie ma co przejmowac sie az tak na zapas hm? Jaki mam straszny katar. Spac nie idzie przez niego. Niedlugo nowy rok. Jak ten czas leci. 

 

 

"W Twych objęciach kłaść się spać,

razem z Tobą rano wstać

obok Ciebie zawsze być,

zawsze z Tobą pragnę żyć jesteś jak moje przeznaczenie,

przyszłość zależy od Ciebie..."


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (5) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

Nowe życie na śniadanie...

czwartek, 23 grudnia 2010 19:10

Zima... zima i zima ;D uwielbiam ta pore roku, ale czasem te mrozy wykonczyc potrafia czlowieka ;) Ogolnie swieta, nie? Hi hi ile ja na to czekalam ;] choinka, swiateelka ;* cos wspanialego. Lubie swieta w ktore sniegu jest oooj ho ho ho ;] Uwielbiam to ! Szymus zdolowany dzisiaj bo znowu klotnia z rodzicami... nie lubie kiedy on ma taki nastroj... ehh szkoda mi go wtedy ;/ ma takie smutne oczka... ;/ 

Kolejna sprawa... zmiana adresu bloga? Dlaczego? Jak wiadomo kiedy traci sie grunt pod nogami to trzeba to zmienic, a ze ktos kto nie powinien wkroczyl na niego to zmieniam ;]

Kolejna sprawa./. pomozcie mi troche.. prowadze kalendarzyk i wyliczam sobie te dni i mniej wiecej tego wlasnie dnia.. doszlo do tego i doszedl...
Jakie jest prawdopodobienstwo? Mam sie bac? Ciaza? Ja? Nie, nie ma mowy. Doszlo do naszego zblizenia kilka dni temu. Dlaczego akurat tego dnia pozwolilam sobie na seks bez zabezpieczenia? Dlaczego nie w inny? Nie wczesniej kiedy nie bylo takiego prawdopodobienstwa? Jejku..Prosze pomozcie... nie orientuje sie dokladnie co i jak. Tzn. wiem troche, duzo czytalam, ale przyda mi sie pomoc. Cholera zachowalam sie tak nieodpowiedzialnie... to dziwne... zazwyczaj mam wszystko pod kontrola, wszystko staram sie kontrolowac jak nalezy, a popelnilam taka glupote. 

 

Na koniec

 

WESOŁYCH ŚWIĄT.!  


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (12) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

Ta monotonia jak nigdy... zadowala mnie... W koncu czuje, ze zyje! Widzac radosc w oczach tych dzieci ahh naprawde czlowiek zaczyna sie czuc o niebo lepiej ;)

poniedziałek, 22 listopada 2010 10:27

JAk zwykle brak czasu na wszystko... Wychodze z domu o 7 rano, a wracam o 18... czasem zdarzy sie wrocic wczesniej, ale to w tym okresie jakas rzadkosc. Konczac lekcje odrazu zmierzam do domu dziecka, gdzie wspaniale spedzam z dzieciakami czas. Jestem wolontariuszka i lubie robic to co robie ;DJejku jak sie do nich przywiazalam... To nic ze wracam do domu padnieta i nie mam czasu prawie na nic..., ale i tak z kazdym nowym dniem nie moge sie doczekac, az w koncu je odwiedze ;) Ostatnio Anastazja usiadla mi na kolanach, opowiadala rozne historie ehh. Ania z Angela tez sa swietne ;) zdolne dziewczynki ;] chlopcy nawet sa mili tam ;) Pawelek nawet ostatnio mi kawe zrobil hi hi ;] i sie pochwalil ze dostal 3 z wosu i 5 z geografii ;) Bylam z niego dumna, bo w koncu sie wzial za ta nauke ;) 30 listopada idziemy na andrzejki do domu dziecka ;) ale bedzie fajnie ;] dzieciaki sie juz doczekac nie moga ;) ahh wiecie? Zyje teraz w wiekszosci tylko tym hi hi ;) 

Wracam o 18 i odrazu Szymon przychodzi. Robie lekcje, cos tam wkuje czasem i lezymy, czesto usypiam nawet o 20 juz masakra po prostu ;] znajomi sie wkurzaja ze sie nie odzywam, ze nie chce z nimi wychodzic, ale naprawde narazie nie mam czasu... Dzisiaj nie poszlam do szkoly... wrocilam niedawno od babci.. zazwyczaj tam wlasnie jezdze na weekendy. No i wujka Tomka kolega mnie podwiozl.. weszlam do samochodu i mnie zgielo po prostu... poczulam sie tak jakbym siedziala u Piotrka w samochodzie.... ten sam zapach, ten sam perfum... masakra... chwilowo nie moglam sie ogarnac,,,, mialam mowic ze ostatnio do mnie napisal na gadu/..., ale coz nic poza kolezenstwem to juz nie bedzie, choc on mysli inaczej. Mam Szymona i z tego sie ciesze.... aaaa mialam mowic 15 listopada minely nam dwa miesiace i otwieram drzwi iii patrze a ten podchodzi z taka Wielka roza, pieknie ozdobiona... jak ja sie ucieszylam... masakra ;D

 


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (24) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

Miłość jest jak słońce.. ;>

czwartek, 28 października 2010 11:31

Zycie czasem meczy, czasem jest tak cholernie zadowalajace... Jestem nawina tak! Wiem za bardzo staram sie uszczesliwiac innych...

Moze czas pomyslec troche bardziej o sobie? Bo jak narazie zauwazam iz dla wielu jestem tylko przeszkoda, cholerna zabawka! Przez Ciebie " perzyjaciolko "droga! Wiesz jak ciezko bedzie mi teraz komu kolwiek zaufac? Na szczescie jeszcze w trakcie naszej znajomosci poznalam osobe ktora w pelni mi zaufala... z poczatku nie wiedzialam czy jestem w stanie jej zaufac ale to sie stalo.. 

wiesz jak mi pomogla kiedy dowiedzialam sie jaka osoba jestes naprawde?! Uwierz mi, ze na taka pomoc jaka ona mnie obdarowala z Twojej strony nigdy nie moglam liczyc.. 

Ale to juz nie wazne...

Myslalas ze mnie zniszczysz tak? 

Zapomnij ;] Nie teraz, nie.. 

Bo w przeciwienstwie do Ciebie to ja w swoim cholernie niepoukladanym i bolesnym zyciu potrafie odnalezc sama siebie i wartosci ktore sa dla mnie najwazniejsze... 

A Ty? 

Jestes dla mnie nikim! 

Tacy ludzie sa po prostu dla mnie nikim! I takim czlowiekiem dla mnie stalas sie i Ty  " droga przyjaciolko " ! 

Ogólem wzielo mnie na tego typu refleksje, ale to co ;) od tego mam wlasnie tego bloga czyz nie? 

Jestem chora... ostatnie dni byly naprawde ciezkie.. oslabienie, goraczka, zawroty glowy... ehh 

poszlam do lekarza bo oczywiscie katar, kaszel i tego typu sprawy tez mnie musialy dopasc... od wczoraj siedze sobie w domku co nie oznacza, ze bez przerwy leze sobie w lozeczku ojj nie ;) 

Wczoraj na obiad zastanawialam sie co zrobic... w koncu doszlam do wniosku, że kurczaka usmaze ;D 

wiec uszlo jakos ... 

dzisiaj juz mam cale mieszkanko posprzatane, a wiec chwila wolnego tez mi sie nalezy... niestety sama w domu nie jestem bo i Karola i Kaska ( dwie siostry ) tez sa chore wiec siedzimy sobie w trojke... Karola by juz chciala sama smigac najchetniej po mieszkaniu, ale coz narazie musi sie jeszcze podpierac czegos zeby jakos chodzic ;) heh zabawne to wszystko jest czasem. 

Szymonowi powiedzialam, zeby nie przychodzil dopoki nie wyzdrowieje... fakt ze nie bede go widziala przez kilka dni  troche mnie przeraza hah ale ogolem jest dobrze. 

W domu jakos staramy sie dogadywac wiec nie jest najgorzej... 

zazwyczaj nie wyciagam reki po takich klotniach, ale tym razem sama zaproponowalam maly kompromis, bo te bezsensowne klotnie juz mnie meczyly... z pewnoscia nie sa one ostatnimi, ale na jakis czas bedzie spokoj chyba z nimi...Ogólem Iwona mi dzisiaj napisala ze do swiat mamy przeczytac quo vadis hm jak trzeba to trzeba 

"Kształtują nas wydarzenia i najbliżsi ludzie, rzeźbią nas w radości, a niekiedy w trudzie."

 

 

 

Jeśli, jeśli mnie nie kochasz
Na sto procent, to odejdź
Jeśli, jeśli to nie ja
Mam być na codzień
to zostaw mnie...

Bo kocham Cię pomimo wszystko
Nigdy nie byłem z nikim tak blisko
i teraz wiem na pewno, że...
Tylko Tobie życie oddać chce 

Jestem, będę tam gdzie Ty
Nie musisz mówić nic
Ja chcę, wiesz...
Miłość, miłość jest jak słońce
Niech daje nas, nadziei znak
Spala nas...

Bo kocham Cię pomimo wszystko
Nigdy nie byłem z nikim tak blisko
i teraz wiem na pewno, że...
Tylko Tobie życie oddać chce 



Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (19) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

Słowa potrafią zadać ból..

sobota, 23 października 2010 11:23
Cóż...zagonili nas dzisiaj do szkoly.. mam trzy lekcje, trzy bardzo luzne lekcje ;)
Jesli chodzi zas o wyjazd Moniki to dobrze ze stalo sie wlasnie tak... kilka dni po jej wyjezdzie zadzwonila do mnie kolezanka i powiedziala co Monika gadala na moj temat... jaka zazdrosna byla o Szymona.. chcialam to wyjasnic ale ona miala mnie gdzies... w sumie kilka dni temu pisalysmy ale zabolalo mnie jedno " fajnie by bylo gdybys umarla, bo czego jak czego ale smierci Ci zycze " Szymon stwierdzil ze nie mam sie tym przejmowac, ale jak juz pisalam to wszystko boli. Niby pozniej napisala ze tak nie mysli jak sie uspokoila ale to i tak cholernie boli. Zapytala czy jest szansa zeby to jakos odbudowac. Powiedzialam ze nie, zyczylam jej wszystkiego dobrego i zakonczylam znajomosc. Kolejna osoba ktora naduzyla moje zaufanie, wykorzystala naiwnosc ktoramnie cechuje... to przykre. Dzisiaj piekie seernika specjalnie dla Szymona, a co;D raz kiedys mozna ;)

Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (8) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

W głębi serca-rozdzial VIII

czwartek, 15 lipca 2010 22:45
 Powrót do domu. 

Wysiadając z pociągu zastanawiałam się co zrobić. Nikogo nie powiadomiłam o swoim powrocie. Pomimo iż wiedziałam, że Maks mnie oszukał to chciałam tutaj wrócić. Do Jereja... Do tego domu .... Do przyjaciół.  Zauważyłam stojącą na poboczu taksówkę... Wsiadłam do niej i pojechałam do miejsca za którym tak bardzo tęskniłam-do domu. Otwierając drzwi nagle poczułam, że zrobiło mi  się lżej na duszy. Zauważając moją obecność Jerej podbiegł i czule mnie przytulił do swojej piersi, a wtedy poczułam coś czego nigdy dotąd nie znałam. Bałam się jego dotyku, choć wiedziałam, że to ze szczęścia, że tutaj nic mi już nie grozi to jednak odsunęłam się delikatnie od niego i uśmiechnęłam się skromnie. Na szczęście nie zauważył, że może być coś nie tak więc moje zadowolenie wewnętrzne było nieco weselsze.

 

- Nareszcie wróciłaś Nikol!- wykrzyknął z uśmiechem na twarzy.

- Tak, wróciłam-odpowiedziałam starając się ukryć smutek.

- Dlaczego nie zadzwoniłaś? Bym przyjechał po Ciebie na stację.

- Zamówiłam taksówkę.

Dość długo Jerej wypytywał co robiłam przez tyle czasu u ojca... całej prawdy się oczywiście nie dowiedział. Było mi wstyd o tym mówić. Po rozmowie z nim udałam się na górę, aby rozpakować wszystkie swoje rzeczy. Kiedy już to zrobiłam, wzięłam prysznic po czym położyłam się do  łóżka. Leżałam tak dość długo. Miałam dziwny sen... Znajdowałam się w jakimś lesie, a przy mnie stała gromada chłopaków.  W pewnym momencie zaczęłam uciekać, a oni stali jak osłupieni i nie wiedzieli o co mi chodzi. Ja jednak nie zwracałam na to uwagi. Zmierzałam do jakiegoś domu. Kiedy weszłam do środka na stole leżał talerz zupy,  a przy oknie stała moja mama. Uśmiechała się do mnie, poprosiła  żebym usiadła i zjadła, a ona tymczasem siedziała obok i głaskała mnie po ramieniu. To było takie dziwne, wręcz mało prawdopodobne..., lecz wiem, że wtedy byłam taka wesoła, jakby się nic nie wydarzyło, jakbym nie przejmowała się żadnymi problemami, albo inaczej... jakbym ich w ogóle nie miała. Kiedy otworzyłam oczy było ciemno. Spoglądnęłam na zegarek. Było już po 2 w nocy. Nabrałam raptownie ochoty na spacer. Zarzuciłam szybko na siebie luźną koszulkę, na to bluzę z kapturem, włożyłam długie dresowe spodnie i tenisówki.  Było ciemno. Czułam lekki podmuch wiatru i spokojnie spływające po moim  policzku krople deszczu.  Udałam się na przystanek PKP gdzie położyłam się na ławce, a twarz uniosłam ku niebu. Lubiłam spędzać tak czas. Leżąc i zachwycając się deszczem zastanawiałam się co będzie dalej. Wiedziałam, że tutaj zostanę, będę wspierać Jereja, a Maks? Nie wiem co z nim. Nie widziałam go jeszcze. Nie zaglądałam czy jest w swoim pokoju, nie chciałam go spotkać, bałam się. Praktycznie kiedy schodziłam po schodach przed wyjściem myślałam tylko o tym żeby wyjść z domu nikogo na swojej drodze nie spotykając. Nie chciałam się tłumaczyć, mówić gdzie, dlaczego i po co wychodzę.  Zupełnie straciłam poczucie czasu. Około 5 nad ranem wracałam do domu. Na ulicach było pusto, ludzie jeszcze spali. W domu nikt nie zauważył mojej nieobecności, tym lepiej. Zjawiłam się tam około 6. Odświeżyłam się, wysuszyłam włosy, narzuciłam na siebie luźną koszulkę i spodnie dżinsowe i zaczęłam szykować śniadanie. Zawsze o tej porze wstawała mama, a skoro jej już z nami nie ma postanowiłam przejąć niektóre z jej przyzwyczajeń.  O 7 nad ranem śniadanie było już praktycznie zrobione. Zaparzałam akurat kawę, kiedy to usłyszałam rozmowę, której to uczestnikami byli Jerej i Maks. Głosy dochodziły z salonu.  Nie chciałam podsłuchiwać, ale kiedy stawiałam dzbanek z kawą na stole usłyszałam ich rozmowę.

- I co jej powiesz?- zapytał Maks nieco zażenowanym głosem.

- Nie wiem. Najlepiej byłoby wyznać jej prawdę.- odpowiedział spokojnie Maks.

- Jak ona to przyjmie? Jak mogłeś być tak bezmyślny?!

- To jej wina! Nie ja jej kazałem flirtować z kim popadnie kiedy była u ojca! Raptownie wieczorem przypominała sobie o moim istnieniu i pisała co robiła danego dnia, jak się bawiła itd., ale dziwne, że ani razu nie wspominała o swoim kochasiu łóżkowym!

- To Wasza sprawa. Nie powinienem się wtrącać, ale bądź dla niej miły, proszę..

- Nie wiem czy w ogóle będę mógł na nią patrzeć!

- Maks..

- Postaram się.

Siedziałam skulona pod ścianą. Nie mogłam uwierzyć w słowa, które padały z ust Maksa. Szybko się otrząsnęłam i zanim zdążyli cokolwiek zauważyć, ja stałam już przy stole i nalewałam kawy do kubków.

- O Nikol!. Nie spodziewałem się Ciebie tutaj o tej porze.  Jestem w szoku. I to śniadanie... - powiedział Jerej zbitym z tropu głosem.

Domyślałam się, że zastanawia się teraz czy słyszałam jego rozmowę z Maksem. 

- Wstałam wcześniej, żeby wszystko uszykować.  - odpowiedziałam.

- Jerej... Widziałeś gdzieś moje czarne, dresowe spodnie?- zapytał Maks wchodząc do kuchni.

Nie spodziewał się mnie tam zastać tak wcześnie. Na chwilę nasze spojrzenia się spotkały. W ich oczach było tyle gniewu, odrazy... Jerej widząc napiętą sytuację postanowił się wycofać.

- Ja już dziękuję. Było pyszne Nikol.- podziękował i wyszedł.

Miał jeszcze trochę czasu i mógł spokojnie dokończyć śniadanie, ale z tego co wywnioskowałam chciał zostawić nas samych. Siedziałam cicho, jedząc bułkę z dżemem. Zaś on siedział naprzeciwko. Patrzał się na mnie bez przerwy. Ja nie zwracałam na to uwagi i swój wzrok przeniosłam w inny kąt, tak aby móc uniknąć spojrzenia mu w oczy.

- Widzę, że jesteś z siebie dumna. U tatusia jednak nie było tak źle co?- zapytał z sarkazmem w głosie.

- Nic nie wiesz. Ciebie tam nie było. - odpowiedziałam.

- Pewnie, że nie było i dzięki temu miałaś wolną rękę. To wszystko co mi opowiadałaś było zwykłym kłamstwem. Nie znałem Cię takiej. Nie ma to zabawiać się z nowo poznanymi kolegami. Wiesz... nigdy bym nie przypuszczał, że jesteś taka łatwa...

- Jak śmiesz?! Ja byłam z Tobą zawsze szczera! Kiedy mówiłam, że wiążę z Tobą plany życiowe, mówiłam prawdę!

- Kochanie... Ja nie będę Twoją zabawką!  Swoją drogą dobrze, że wyjechałaś... Przynajmniej w końcu dowiedziałem się jaka naprawdę jesteś..

- No jaka jestem? Może mi powiesz?! Mam Ciebie dość. Ta rozmowa już od początku nie miała sensu. Nie będę się Tobie tłumaczyć, ani mówić co  takiego się tam wydarzyło! To moja sprawa. Swoją drogą nie myślałam, że tak szybko zamienisz mnie na inny model. Tina? No popatrz. Jednak coś Was na nowo połączyło.

- Jesteś zakłamaną, łatwą egoistką! To moje zdanie na Twój temat. Jasne, że nie opowiesz co się działo u tatusia.. Nawet nie chciałbym tego słuchać. Szczegóły na temat swoich doznać seksualnych  zostaw dla siebie. Z Tiną się układa bardzo dobrze. Teraz wiem, że to ona jest tą jedyną! Jest dziewczyną, która szanuje siebie i swoje ciało w przeciwieństwie do niektórych.

- Znowu coś sugerujesz? Nie bądź śmieszny.

- Ja śmieszny?! Niech Ci będzie. To nie są sugestie skarbie, to są fakty.

Wstałam od stołu i zaczęłam zmywać naczynia. Miałam dość jego zbędnych, złośliwych komentarzy.  Kiedy skończyłam udałam się na górę i zarzuciłam szybko na plecy torbę, po czym wzięłam telefon i swój odtwarzacz Mp3. Włączyłam ulubioną piosenkę, włożyłam słuchawki do uszu i wyszłam z domu. Nie zamierzałam jechać razem z nim do szkoły. Wolałam się przejść. Zjawiłam się pod szkołą 5 minut przed dzwonkiem. Zauważyłam stojący na parkingu samochód Maksa, a przy nim właśnie jego, Tinę, Lindę i chłopaków. Zastanawiałam się co zrobić... to byli również moi znajomi, ale nie miałam odwagi podejść tam. Przeszłam obok udając, że ich nie zauważyłam. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie to, że ta zołza mnie zobaczyła.

- O zobacz kochanie... Zjawiła się cnotka w szkole! - powiedziała doniosłym tonem z wyraźnym zadowoleniem w głosie.

Tego już było za wiele. Nie mogłam odejść tak po prostu. Zatrzymałam się i odwróciłam w ich stronę. Wszyscy patrzeli na mnie. Kandal, Samil, Linda i reszta chłopaków podeszli do mnie i się przywitali. Ucieszyłam się, ale odeszłam po chwili od nich. Szłam w stronę tej zadowolonej z siebie parki zwyrodnialców.

- Masz jakiś problem?- zapytałam z wyraźnym zdenerwowaniem.

- Ty nim jesteś Nikol. Na nowo muszę Cię oglądać w szkole... To nie wystarczający powód mojego niezadowolenia?- odpowiedziała śmiejąc mi się prosto w twarz.

- Co Cię tak bawi?

- Twój widok. Jak było u tatusia? Dobrze się bawiłaś? Oj przepraszam. Po co ja pytam. Słyszałam, że nocami spać nie mogłaś... musiałaś mieć sporo adoratorów co?!

Po usłyszeniu tych słów Maks się zaśmiał. Widać było jak bawi go cała ta sytuacja.

- Tina przeginasz- powiedziała Linda.

- Właśnie... Odpuść sobie.- powiedział Samil.

W tle słychać było protesty kierowane w jej kierunku. Przyjaciele ewidentnie stawali w mojej obronie. Cieszyłam się, że mogłam na nich liczyć.

- Z czego się tak śmiejesz podły chamie?!-  wykrzyknęłam do Maksa.

- Słońce, bo jakby nie patrząc jesteś dość zabawną istotą teraz w moim mniemaniu. Łatwa, pusta istotka- cała Ty.

Nie wytrzymałam. Z całej siły uderzyłam go w twarz. Zdenerwował się.

- Ty głupia szmato! Nie będziesz bić mojego chłopaka!- podeszła i kończąc swą wypowiedź pchnęła mnie do tyłu.

Tego było już za wiele. Ta dziewczyna tak naprawdę mało co o mnie wiedziała..., a wyzywała mnie tak bezczelnie i w dodatku oceniała jaka to ja nie jestem. Zaczęłam się z nią szarpać. Uderzyłam ją tak mocno, że z jej warg zaczęła spływać krew. To mnie satysfakcjonowało.

 


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (32) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

" W głebi serca"- rozdział VII

wtorek, 27 kwietnia 2010 13:26
Gdzie zgubiłam siebie?!
Nadszedł dzień, w którym miałam przełamać samą siebie. Iść do szkoły ze świadomością iż będę obrażana przez członka rodziny. Jedyne co mnie cieszyło w tej sytuacji to to, że będę chodzić do klasy nie tylko z Alis, ale i Kassi. Oznaczało to, że nie zostanę sama. Bardzo cieszył mnie ten fakt. Zastanawiało mnie dlaczego Alis chodzi do tej klasy co ja skoro jest starsza, ale po chwili uświadomiłam sobie, że musiała nie zdać jednego roku. Wchodząc do klasy czułam wzrok wszystkich rówieśników na sobie, ale nie interesowało mnie to. Odrazu można było zauważyć iż tak klasa jest podzielona na dwie odrębne grupy, jedną z nich była grupa Alis-wylansowane dzieci bogaczy oraz Ticiciciaki-grupa wyluzowanej, zwykłej, pogodnej młodzieży, oczywiście co do wyboru nie miałam żadnych wątpliwości. Od tego dnia stałam się członkiem grupu Ticiciciaków. Cieszyłam się z tego powodu. Zostałam bardzo przyjaźnie przyjęta do grupy. Dowiedziałam się, że Alis lubi wszystkich rozstawiać po kątach, ale czy miało mnie to ździwić? Przecież to było do przewidzenia. Na matematyce Pani Saji-nauczycielka tego przedmiotu, poprosiła, abym rozwiązała jedno z zadań na tablicy. Przechodząc obok pewnej siebie Alis usłyszałam:
 - Patrzcie jak chodzi ta wieśniara. Mówiłam, że nikt nie nauczył jej żyć na poziomie- rzuciła w pośpiechu.
- Widać-odpowiedziała dziewczyna siedząca obok niej.
W tle było słychać śmiechy uczniów, ale korzystając z rady rówieśników z grupy, wszelkie złośliwości ze strony tych rozkapryszonych dzieciaków ignorowałam. Dzień zleciał całkiem interesująco. Nie sądziłam, że tak szybko się przystosuję. Po powrocie do domu odrobiłam pracę domową z matematyki i usiadłam na krześle, po czym zaczęłam się wpatrywać w niebo. Odleciałam tak na niecałe dwie godziny. Z zamyślenia wyrwała mnie Inra, która prosiła o pomoc w lekcjach. Dziewczynka miała problem w pisaniu opowiadań z j.polskiego, więc udzieliłam jej kilku rad. Wieczorem po kąpieli, kiedy to już miałam zamiar położyć się do łóżka, stwierdziłam iż sprawdzę pocztę elektroniczną. Była tam wiadomość od Maksa.
- W końcu się doczekałam-wykrzyczałam.
                                                               Droga Nikol!
 Wiesz jak bardzo za Tobą tęsknie. Ta tęsknota sprawia, że nie potrafie myśleć o niczym innym. Ciągle się zastanawiam czy nie robią Ci krzywdy, czy wszystko z Tobą w porządku. Wszystkim nam bardzo Ciebie brakuje. Miejmy nadzieję, że te pół roku minie szybko. Czekam na wiadomość od Ciebie kochanie. Kocham Cię.
                                                                                                              Maks.

 Czytając wiadomość od Maksa na mojej twarzy pojawił się jeszcze szerszy uśmiech niż miałam do tej pory. Jego maile podtrzymywały mnie na duchu. Chcąc, czy nie chcąc muszę wytrzymać te kilka miesięcy zdala od niego. Czas leciał na sój sposób bardzo szybko. W szkole układało się dobrze, choć dalej istniały w klasie tzw. grupy i w dalszym ciągu nie dogadywałam się z Alis. Wieczorem sprawdzając pocztę, zauważyłam, że i tym razem nie mam wiadomości od Maksa ( nie pisał juz od dwóch tygodni), lecz dostałam maila od Lindy. Ucieszyło mnie to. Z początku pisała co u niej, wypytywała jak się miewam, ale w końcu doszłam do fragmentu, którym poinformowała mnie iż Maks wpadł w sidła Tiny. W głowie mam ciągle jeden fragment :
" W pewien piątek udaliśmy się na impreze, ona też tam była. Maks był przygnębiony, tesknił za Tobą. Widać było, że cieżko mu ukrywać smutek. Wykorzystując sytuację, podeszła i zagadała do niego. Namówiła go na drinka, później na drugiego, w końcu oddalili się od nas i wyszli z imprezy. Kandal będąc na dworze, zauważył iż się całowali, po czym wsiedli do jej samochodu i odjechali. Nazajutrz Maks nie chciał rozmawiać z nami na ten temat. Stał się oschły, uśmiechał się do niej. Chciałaś abym zawsze była wobec Ciebie szczera, wieć dlatego to wszystko pisze. Trzymaj się kochana. Czekam tu na Ciebie. Nie poddawaj się."
Chodziłam przygnębiona przez kilka ostatnich dni. Jeszcze 3 miesiące dzieliły mnie od spotkania z przyjaciółmi, dzieliły mnie od powrotu. Maks nie odpisywał już mi na maile. Zawiódł mnie... Obiecał, że damy rade, że wspólnie pokonamy wszystko... " podziwiać należy wielkie czyny, a nie wielkie słowa" - teraz to rozumiem... Nawiązałam bliższą znajomość z chłopakami z pobliskiego osiedla. Nie świecili oni ani inteligencją, ani zachowaniem, była to banda rozwydrzonej młodzieży. Ostatnio stałam się kimś podobnym. Kiedy zostałam przez przypadek szturchnięta na korytarzu szkolnym wszczynałam awanturę. Najchętniej uczestniczyłabym w każdej bójce w szkole... Zbliżał się koniec przerwy, miałam mieć zaraz fizykę.
- Cześć Nikol- wyrwał mnie z zamyślenia jeden z członków osiedlowej grupy.
- Hej- odpowiedziałam.
- Mam coś dla Ciebie, może urwiesz się z lekcji?-zapytał z szyderczym uśmiechem na twarzy. - Ale...., ja mam teraz projekt do oddania.
 - No coś ty Nikol! Olej to.
- No nie wiem.
- Chodź.
- Ale gdzie?
- Za szkołe...
- No to chodźmy.
 Szłam z nim kawałek. Po chwili doszło do nas kilku znajomych, a na miejscu czekało dwóch innych. Nie wiedziałam o co chodzi. Lider grupy- Ardi, rozdawał wszystkim małe saszetki.
- Co to? - zapytałam.
- Skręty- odpowiedział Ardi.
- Ja nie chce.
- Cienka jesteś. Boisz się nauczycieli? Nie bądź śmieszna.Jesteś jedną z nas. Nie przynoś wstydu.
Dałam się przekonać, choć długo nie trzeba było mnie namawiać. Od tej pory, alkohol, czy prochy, skręty, były dla mnie najważniejsze. Dzięki temu miałam swój inny, lepszy świat. Ojciec nie miał na to wpływu. Nie sprawdzałam już wiadomości, nie włączałam komputera, nie chodziłam systematycznie na lekcje. Inra odwróciła się ode mnie, płakała po kątach. Nie interesowało mnie to. Liczyłam się tylko ja i nocne imprezy, bez wyrzutów, bez zakazów, robiłam co chciałam. Pewnej nocy podnosząc się z łóżka z bolącą głową ujrzałam walizki spakowane stojące obok drzwi, w których stał ojciec. Spojrzałam na zegarek. Była godzina 1. Ździwił mnie ten widok.
- Co tutaj robisz?- zapytałam nieco ździwiona.
- Mam dla Ciebie prezent urodzinowy. Od niespełna godziny jesteś pełnoletnia. W sumie pierwszą niespodzianką jaką przygotowałem będzie zwrócenie Ci wolności, ale zanim to się stanie, odwdzieczysz mi się za to, że Cię przygarnąłem.- odpowiedział.
- Co masz na myśli?
Nie odpowiadał. Był coraz bliżej. W końcu usiadł na łóżku, zbliżył się, chwycił mnie tak, że nie miałam szans się uwolnić.
- Co ty wyprawiasz? - zapytałam.
- Mam ochotę się zabawić.-odpowiedział.
Chciałam krzyczeć, ale zanim zdążyłam coś z siebie wydusić zostałam oblepiona taśmą klejącą. Ręce przywiązał mi do poręczy łóżka. Łzy spływały mi po policzkach. Nie zważał na to. Dotykał mnie, całował po szyi, twarzy. Zaczął swoimi ogromnymi dłońmi zsuwać ze mnie spodenki, które ubierałam na noc. W mgnieniu oka moje rzeczy leżały na podłodze. Czułam jego dotyk na ciele. Chciałam krzyczeć, ale nie mogłam. Nie mogłam! Nie potrafiłam go powstrzymać. Ten straszny ból, był nie do zniesienia. Kiedy znudziło mu się już zabawienie mną, powiedział:
- Masz czas do 8 rano, aby się wynieść. Jeśli piśniesz chociażby słówkiem komuś to nieręcze za siebie. Znajde Cię i wtedy nikt Ci nie pomoże- wyszeptał z zadowoleniem w głosie.
Był z siebie dumny, nie wiem dlaczego, ale był. Odwiązał mi ręce, odkleił taśme, uśmiechnął się i zapytał:
- Wszystko jasne?
- Tak- odpowiedziałam załamanym głosem.
 Kiedy wyszedł udałam się do łazienki. Weszłam do wanny, skuliłam się, schowałam głowe w kolanach i płakałam. To uczucie bezradności było takie silne. Płakałam i czułam do siebie obrzydzenie. Zastanawiałam się co ze sobą zrobiłam. Spojrzałam lustro i co ujżałam? Oczy zapłakane, na twarzy wczorajszy makijaż i smitek w oczach. Nie mogłam dłużej na siebie patrzeć. Ubrałam się, doprowadziłam jako tako do porządku i pobiegłam do pokoju Inry. Siedziała i szykowała się do szkoły. Kiedy mnie ujrzała odwróciła głowę w drugą stronę. Podeszłam wtuliłam się w nią i przepraszałam. Nie mogłam powstrzymać łez. Musiałam się z nią pożegnać. Wybaczyła... płakała równie intensywnie co ja. Nie chciała zostawać sama, powiedziała, że mnie kocha. Obiecałam, że po nią wrócę. Przed domem stała taksówka, a w bagażniku schowane już były walizki. Ucałowałam Inrę i wsiadłam do auta. Zostałam odwieziona na przystanek PKP. Pociągiem miałam jechać około 5 godzin. Na drzemke nie liczyłam, byłam nieosiągalna duchowo.

Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (18) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

"W głębi serca"-rozdział VI

sobota, 13 marca 2010 17:16
" Z rodziną wychodzi się tylko dobrze na zdjęciach"
Nadszedł ten dzień, kiedy miałam ostatni raz zobaczyć mamę. Choć wiedziałam, że ze mną nie porozmawia, nie przytuli do piersi to chciałam spojrzeć na nią ten ostatni raz. Nigdy wcześniej nie byłam na pogrzebach, a teraz po raz pierwszy miałam iść właśnie na pogrzeb matki. Tego uczucia drzemiącego w mojej duszy nie potrafiłam zrozumieć. W kaplicy kiedy wszyscy po kolei podchodzili do trumny, aby pożegnać Krynil Sanders-matkę Nikol Sanders-moją matkę nie czułam, ani bólu, ani żadnego innego uczucia. Przez chwilę stałam taka obojętna. Na pogrzeb przyjechało kilka znajomych z poprzedniej szkoły i na tle wszystkich zrospaczonych ludzi ujrzałam kogoś na kogo twarzy gościł uśmiech. Rozmawiał z kimś przez telefon. Poznałam ten głos. Tak! To był on. Człowiek, ktory mnie opuścił. Czego teraz chciał? Po co przyjechał? Jego zachowanie było karygodne. Jak można śmiać się w dniu takim jak ten. Kiedy ujrzał mnie uśmiechnął się jeszcze szerzej i wtedy poczułam jak po policzku spływa mi łza. Nie mogłam znieść tego widoku. Odwróciłam się i udałam się do domu, aby spędzić ten czas w gronie rodziny i przyjaciół. Nie oglądałam się za siebie. Nie chciałam znowu ujrzeć tej uszczęśliwionej twarzy. Kiedy weszłam do domu, wszyscy rozmawiali o mojej mamie, część ludzi zapoznawała Jereja i Maksa, na boku siedziała babcia, matka mojej mamy. Podeszłam i przytuliłam się. Zawsze potrafiła wspierać mnie w najtrudniejszych momentach mojego życia, liczyłam, że i tym razem tak będzie.
- Nikol!- zawołał doniosły męski głos.
Nie! Znowu ten głos. Czy musiał się pojawić właśnie w tym dniu? Powoli odwracałam głowę w jego stronę. W salonie nastała cisza.
- Pakuj się, zabieram Cię do siebie.
Przez moment nie zdawałam sobie sprawy z powagi sytuacji, ale w końcu uświadomiłam sobie o co mu chodziło.
- Nie! Nie chcę!-odpowiedziałam.
- Nie interesuje mnie Twoje zdanie. Masz godzine na spakowanie swoich rzeczy.
- Czy ty sam siebie słyszysz? Jak śmiesz mi rozkazywać?! Po tylu latach nagle przypomniałeś sobie, że masz córkę?
- Jak ty się do mnie odnosisz dziewczyno?! Jesteś taka sama jak swoja matka! Ktoś w końcu musi Cię nauczyć dobrego wychowania!
Podszedł szybszym krokiem do mnie i pchnął mnie po czym swoimi wielkimi rękoma chwycił moje ramiona i ścisnął tak mocno, że krzyknęłam. Natychmiast podbiegł do mnie Maks i przytulił do siebie. Ojciec patrzał na niego wilczym wzrokiem. Miał w sobie tyle zła, że patrząc na niego dreszcze przechodziły mi po ciele.
- Odejdź i zostaw Nikol w spokoju-wtrącił się Jerej i skierował swój wzrok na człowieka zwanego moim ojcem.
- Widownia poboczna nie będzie mi mówiła jak mam postępować ze swoją córką-odpowiedział rozgniewany ojciec.
- Nie masz do niej żadnych praw!
- Jestem jej biologicznym ojcem, a więc kto ma większe prawo opieki nad nią jak nie ja?
- Czy musiałeś się zjawić akurat teraz? Nie widzisz co ona przeżywa? Przed chwilą pożegnała na zawsze matkę, a teraz jej własny ojciec zamiast ją wspierać krzyczy na nią i obraża.
- Nie interesuje mnie zdanie Twoje, ani nikogo z tutejszych ludzi. Nikol pakuj się.
 Udałam się na górę zapłakana. Nie wiedziałam co zrobić. Rozważałam ucieczkę, ale czy to miałoby jakiś sens? Do moich 18 urodzin zostało tylko 6 miesięcy, jakoś wytrzymam-pomyślałam. Żegnając sie z Maksem nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Tak bardzo cierpiałam.
- Nikol, za pół roku wrócisz! Damy radę.- powiedział Maks.
- Wiem, kochanie, wiem.- odpowiedziałam.
Schodząc ze schodów o mały włos, a się nie potknęłam, ale na szczęście Maks był obok.
 - Kocham Cię.-powiedziałam.
- Ja Ciebie również. Jesteś moim promyczkiem słońca, rozjaśniającym ciemność otaczającą nas ze wszystkich stron świata.
Wsiadłam do samochodu i odjechałam. Ojciec się przez całą drogę nie odzywał. Czy 750 km dzielącej mnie i Maksa odległości to dużo? Czy wytrzymam tyle czasu wśród tak naprawdę obcych sobie ludzi? Kiedy dojechaliśmy na miejsce na podjeździe czekała na nas jego rodzina. Moją uwagę przykuła dziewczynka o smutnym spojrzeniu. Z daleka wyglądali na szczęśliwą rodzinę. Ogromny dom, luksusowe samochody, pieniądze pod dostatkiem. Mój pokój znajdował się na parterze. Jego wnętrzne było zaskakująco ciekawe. Ściany były pomalowane interesującym,ciemnym odcieniem fioletu, a łóżko stało przy drzwiach prowadzących na taras. Kiedy wyszłam zrobiło mi się zimno. Powietrze było wilgotne. Ujrzałam, że w oddalonym o 200 metrów sadzie płacze jakieś dziecko. Wybiegłam, aby zobaczyć co się stało. To była ta dziewczynka, którą juz na samym początku zauważyłam.
- Dlaczego płaczesz?-zapytałam i pogłaskałam ją po ramieniu.
Nie odpowiadała.
- Co Ci jest?-zadałam kolejne pytanie.
 - Ty nie wiesz jaka ta rodzina jest. Tutaj liczą się tylko pieniądze, zresztą przekonasz się o tym sama. Wczoraj była taka mała impreza z okazji wygranego konkursu przez nasza klasę i z tego powodu mieliśmy przyjść na nią z rodzicami. Jak myślisz, poszli? Byli tam wszyscy oprócz moich. Wyobraź sobie jakiego uczucia mogłam wtedy doświadczyć. Po powrocie do domu kiedy zapytałam dlaczego nie przyszli, w odpowiedzi usłyszałam, że byli zajęci i w nagrodę kupili mi nowy telefon.
 - Przykro mi, ale może naprawdę nie mogli przyjść...
- Gdyby chcieli to mogliby być na tej imprezie, ale dla nich najważniejsza jest praca i majątek. Rodzina się nie liczy. Zawsze kupują nam coś w ramach tzw. "przeprosin" i dzięki temu nie mają żadnych wyrzutów, w ten sposób się usprawiedliwiają.
- Twoje rodzeństwo też tak bardzo to wszystko przeżywa? I powiedz mi ile masz lat i jak na imię śliczna dziewczynko?
- Jestem Inra i mam 10 lat, a moja siostra to Alis. Jest o rok starsza od Ciebie. Odpowiada jej takie życie. Jest popularną i lubianą osobą w szkole. Uważa, że nic więcej do szczęścia jej nie potrzeba, że ma wszystko. Kiedy ojciec zawiadomił nas, że z nami zamieszkasz bardzo się zdenerwowała i twierdziła, że na pewno jesteś niewychowaną wieśniaczką nie potrafiącą się ubrać jak należy.
- Podejrzewam, że nie będę miała z nią lekko, ale ważne Inra, że ty jesteś inna. Jeśli będziesz chciała porozmawiać, albo się zwierzyć komuś to śmiało możesz przyjść z tym do mnie. Zawsze Cię wysłucham i w miarę możliwości pomogę.
- Dziękuję Nikol. Wiesz, że nigdy z nikim tak dobrze mi się nie rozmawiało jak z Tobą?
 - No to będziemy częściej przeprowadzać takie rozmowy, bo trochę tu u Was pobędę.
- Rodzice nie mówili ile, a teraz wracajmy już do domu, bo jutro wczesną pobudkę będziesz miała. Mama moja będzie przeglądała Twoją garderobę i podejrzewam, że wszystko co jej się nie spodoba zostanie natychmiast wyrzucone, a więc to co chciałabyś koniecznie zatrzymać dobrze ukryj, bo wbrew Twojej woli może Ci zostać wszystko odebrane.
- Jak to? Tak nie może być. Nie mają prawa.
- Owszem mają. Nikt im niestety nie zabroni, a ty sama też nic nie możesz zdziałać, bo jesteś pod ich opieką. Zbliżałyśmy się do olbrzymiego domu, gdzie czekała przy wejściu matka Inry. - Gdzie się tyle czasu podziewałyście?!- zapytała wysokim głosem.
- Byłyśmy w sadzie i rozmawiałyśmy- odpowiedziałam.
- Marsz do łóżek.- krzyknęła.
Odprowadziłam Inrę pod same drzwi jej sypialni. Później udałam się do swojej, wziełam kąpiel i położyłam się na ogromnym łożu, na którym leżąc wpatrywałam się we wszystkie fascynujące rzeczy znajdujące się w tym pomieszczeniu. Zastanawiałam się jak to będzie, czy będą mnie traktowali jak członka rodziny? Tego nie jestem pewna, ale wiem jedno. Tęsknie za Jerejem, Maksem i wszystkimi znajomymi. Byłam tam tak krótko, a zdążyłam sie do wszystkich tak bardzo przywiązać, że tęsknota za nimi sprawia mi ogromny ból. Pocieszam się myślą, że do nich wrócę... Tak, tak za niespełna 6 miesięcy. Czuje, że nawiązałam jakąś bliższą więź z Inrą. Dziewczynka czuje się samotna w tym domu, brakuje jej ciepła rodzinnego, rozmów z matką. W czasie mojego tutejszego pobytu będę starała się jej w jakiś sposób pomóc, aby uśmiech na jej twarzy gościł częściej. Rano obudziły mnie głośne krzyki, otworzyłam oczy i ujrzałam żonę mojego ojca Sindę i dwie służące pakujące moje rzeczy do worków.
- Co się tutaj dzieje?-zapytałam.
- Robię porządek w Twojej garderobie. Mieszkając w tym domu musisz ubierać się jak należy.- odpowiedziała Sinda.
Kiedy cały ten chaos się w końcu skończył wstałam pośpiesznie z łóżka i podeszłam do szafy z ubraniami. Wszystko było nowe, nie zostało ani śladu po moich wcześniejszych rzeczach. Powinnam być zła na to, że wbrew mojej woli zrobiła mi macocha coś takiego, ale prawdę mówiąc podobały mi się nowe nabytki. Na biurku leżał nowiutki komputer, który szybko został uruchomiony. Napisałam wiadomość do Maksa:
" Witaj kochanie. Nie ma mnie dopiero zaledwie kilka dni, a ja już strasznie za Tobą tęsknię. Nie mam do kogo przytulić się wieczorem, komu się wypłakać na ramieniu. Nie narzekam, bo narazie nie jest źle. Mam dwie siostry. Jedna to Inra mająca 10 lat, a druga Alis starsza ode mnie o rok. Tej drugiej jeszcze nie poznałam, nawet jej nie widziałam. Inra jest słodką i miłą dziewczynką, ale bardzo samotną. Tutejsza rodzina dba tylko o dobro majątkowe. Szkoda mi jej bo widze jak to wszystko przeżywa. Dzisiaj rano macocha o imieniu Sinda wszystkie moje ubrania wyrzuciła i ich miejsce zastąpiła nowymi rzeczami. Wszystko w tym domu jest luksusowe, piękne. Mój pokój jest śliczny, ale w poprzednim czułam się o niebo lepiej. Niestety muszę już kończyć. Postaram się napisać wieczorem. Pozdrów Jereja i wszystkich przyjaciół. Kocham Cię. "
Wiadomość wysłana.
Odeszłam od komputera i udałam się do łazienki. Opłukałam twarz letnią wodą i wtedy zauważyłam mnóstwo kosmetyków leżących na półce. Istne szaleństwo-pomyślałam. Wracając do pokoju byłam jakaś zamyślona i pewnie dlatego nie zauważyłam odrazu młodej dziewczyny przyglądającej mi się.
- Kim jesteś?-zapytałam nieco ździwiona.
- Jestem Kassi. Będę pomagała Ci odtąd w doborze stroju i przy makijażu.- odpowiedziała miłym głosem.
- Pracujesz tutaj?
 - Tak panienko.
- Nie mów do mnie panienko. Jestem Nikol i tak się do mnie masz zwracać. Wyglądasz bardzo młodo. Ile masz lat?
- W tym roku 18.
- Ahh jak miło. Jesteś w moim wieku. Pracujesz tutaj codziennie? A szkoła?
- Pani Sinda zatrudniła mnie, abym pomagała Ci w weekendy, zapoznała Cię z zasadami panującymi w tym domu. Do szkoły oczywiście chodzę. Pewnie trafisz do tej samej klasy co ja.
 - To są tutaj jakieś zasady?
 - Tak Nikol. Np. jak się nie pośpieszysz złamiesz najważniejszą z zasad, czyli spóźnisz się na wspólny posiłek.
- Nie chcę się spóźnić. Tylko nie wiem co na siebie włożyć, ponieważ wszystko jest tutaj nowe. Nie potrafię się malować zbytnio, bo nie robiłam nigdy tego często.
- Załóż strój, który położyłam Ci na łóżku, a makijażem się nie przejmuj. Zostaw to mnie.
Po 20 minutach byłam gotowa. Dowiedziałam się, że w niedzielę wszyscy ubierają się odświętnie, aby zjeść wspólne śniadanie. Była to jedyna okazja do poznania całej rodziny. Idąc do jadalni czułam się trochę nieswojo, brzuch mnie rozbolał tak jak bym zaraz miała zdawać jakiś trudny egzamin. Dziwne było to uczucie. Kiedy weszłam do ogromnej sali przyozdobionej różnorodnymi rodzajami kwiatów ujrzałam całą rodzinę siedzącą przy stole. Ojciec dyskutował z kimś przez telefon, a macocha rozmawiała ze szczupłą, wysoką brunetką. To była Alis. Jej pewność siebie w głosie sprawiała, że stawałam się coraz bardziej nerwowa, spięta. Usiadłam obok Inry i przywitałam wszystkich. Czułam, że obserwuje mnie czujnie Alis. Kiedy na chwilę nasze spojrzenia się zetknęły zobaczyłam jej wrogość w oczach i uśmiech wyższości. Zdenerwowało mnie to. Po skończonym posiłku udałam się z Inrą do sadu i tam długo rozmawiałyśmy. W między czasie przychodziła do nas Kassi i przynosiła owoce, aby nie dopadł nas żaden głód. Pod wieczór kiedy robiło się coraz zimniej przechodziła obok nas Alis wraz z pięcioma koleżankami. Wszystkie były bardzo zadowolone i dumne z siebie. Starałam się nie zwracać na nie uwagi, ale wtedy usłyszałam:
- Poznajcie kolejną ofiarę sprowadzoną do tego domu, Nikol Sanders- ogłosiła z dumą Alis.
- Ha ha ha..........
- Hi hi........
Słyszałam śmiech jej koleżanek. Najchętniej wstałabym i przygadała im trochę, aby następnym razem uważały na to co mówią i do kogo, lecz skupiłam się na czymś innym, a mianowicie na tym, iż Inra znowu płakała.
- Co się stało kochanie?- zapytałam.
- Wiesz kto był poprzednią "ofiarą"?-zapytała.
- Kto?
- Ja. Tak naprawdę to Sanda nie jest moją matką. Nasz ojciec często ma przelotne romanse. Moja prawdziwa mama mnie porzuciła.
- Nie wiedziałam. Przykro mi maleńka, ale musisz być silna. Kiedy smutek widnieje na Twojej twarzy na niebie znika słoneczko, a więc uśmiechnij się wesoło, aby pojawiło się ono na nowo i dotknęło nas ponownie swymi ciepłymi promykami.
 Do samego wieczora starałam się zabawiać Inrę, aby nie musiała się smucić. Teraz rozumiałam co przeżywało to dziecko. Po gorącej kąpieli sprawdziłam pocztę mailową, aby sprawdzić czy Maks już mi odpisał, ale niestety była ona pusta. Zrobiło mi się smutno. Kiedy próbowałam zasnąć do głowy przyszła mi jedna myśl. Ciekawe czy kiedy mama poznała ojca wiedziała, że on ma kogoś. Skoro Alis jest ode mnie starsza to Sanda była z moim ojcem przed moją mamą. Ehh dlaczego ja się zadręczam takimi myślami? Przecież nie wiem jak było naprawdę. Jednak to czego się dzisiaj dowiedziałam jeszcze bardziej utwierdziło mnie w moim przekonaniu iż mój ojciec jest draniem. Dziwię się, że Sanda jeszcze z nim jest. Może odpowiada jej taki układ?
Nie wiedząc kiedy...usnęłam...

Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (21) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

" W głębi serca"-rozdzial V

niedziela, 14 lutego 2010 14:57

Szczęście w nieszczęściu.
Była godzina 20, a ja nadal zwierzałam się swojemu papierowemu przyjacielowi. Pisałam co czuję do Maksa, jak źle się czułam kiedy myślałam, że Linda i on mogą się kochać i jaka radość we mnie gościła kiedy Maks zapewnił mnie, że nic ich nie łączy. Wreszcie napisałam jaki ogromny ból przeżywam teraz. Jakiego cierpienia mi przyspożył całując się z Tiną. Wiedziałam też, że nie mogę być na niego zła bo on może robić co chce. Problem w tym, że byłam bardzo przygnębiona wiedząc, że będę musiała patrzeć jaki jest szczęśliwy z inną. Nie chciałam tego, ale nic nie mogłam na to  poradzić. Rano mama mnie obudziła jak zwykle o 7. Nawet nie wiedziałam o której zasnęłam. Zjadłam szybo śniadanie i pojechaliśmy z Maksem do szkoły. Nie potrafiłam całkowicie ukryć smutku, ale starałam nie dać po sobie poznać, że coś jest nie tak. Na chemii mieliśmy luźniejszą lekcję więc dopisałam w pamiętniku kilka zdań na temat niektórych, nowopoznanych osób. Na tej lekcji siedziałam sama, bo Lindy nie było w szkole, więc swobodnie mogłam się rozpisać. Lekcje mijały w miarę szybko. Na przerwach siedziałam z chłopakami, ale zauważyłam, że Maks był całkowicie normalny i nie zwracał uwagi na Tine. Pomyślałam, że pewnie się pokłócili, bo ze sobą nawet nie rozmawiają, ale przecież gdyby tak było to Maks powinien być przygnębiony. Po dłuższej chwili dałam sobie spokój z tym wszystkim, ponieważ stwierdziłam, że to przecież nie moja sprawa. Po szkole, pojechaliśmy do Lindy. Ja dałam jej notatki, a Maks rozmawiał sobie z Samilem. Dzień ten wydał mi się wyjątkowo męczący chociaż czas w szkole zleciał tak szybko. Tego dnia w domu odpuściłam sobie taniec, ponieważ byłam nieco zmęczona tym wszystkim. Wolałam znowu napisać do przyjaciela. Później zostawiając pamiętnik na łóżku udałam się do łazienki, aby wziąść szybką kąpiel i później położyć się spać. Kiedy wyszłam z łazienki ujrzałam Maksa czytającego mój pamiętnik. Podbiegłam szybko do niego aby mu go odebrać. Wyrwałam mu go z rąk i zaczęłam wyzywać go, że nie ma prawa ruszać moich prywatnych rzeczy, a zwłaszcza pamiętnika. Krzyczałam, że to osobista rzecz i się przy tym popłakałam.
- To nie fair słyszysz? Nie powinieneś tego czytać! Teraz masz mnie za kompletną idiotkę, co? Wiesz już, że Cię wtedy okłamałam-wykrzyczałam zapłakanym głosem.
Zanim zdążył odpowiedzieć pobiegłam do swojej sali tanecznej i usiadłam na podłodze. Słyszałam jak się zbliża, ale nie odwróciłam się ani razu. Podszedł i chwycił mnie za rękę.
- Wiem, że nie powinienem tego czytać, ale kiedy zobaczyłem, że napisałaś tam o mnie to byłem ciekaw. Prawdę mówiąc nie spodziewałem się czegoś takiego, ale dobrze, że to przeczytałem. Nie jesteś żadną idiotką, bynajmniej ja tak nie uważam. Więc to z mojego powodu tyle razy płakałaś, tak to przeżywałaś... Ty mnie kochasz... Czemu mi tego nie powiedziałaś Nikol?
- Bo nie wiedziałam jak zareagujesz..., ale kiedy zobaczyłam jak się całujesz z Tiną. Był to dla mnie bolesny cios. Nie musisz się nade mną litować. Zapomnij o tym co czytałeś. Bądź z nią szczęśliwy i tyle. Nie przejmuj się mną.
- Mnie i Tiny nic nie łączy. To ona mnie wtedy pocałowała. Zwyczajnie się na mnie rzuciła, po czym zaraz ją odepchnęłem, ale z tego co wyczytałem w Twoim pamiętniku wnioskuję, że widziałaś tylko ten urywek jak się całowaliśmy. Oj królewno ty moja.
- Ahh to nie jesteś z nią. No ale to i tak nic nie zmienia. Przepraszam Cię za to wszystko. Naprawdę nie musisz się mną przejmować.
- Nie przepraszaj-wykrzyczał mi to w twarz.
Patrzał mi się prosto w oczy. Jego dłoń dotykała mojego policzka. Był na tyle blisko, że czułam jego oddech. Jego ciepłe wargi dotknęły moich, całował tak namiętnie. Chciałam, aby ta chwila trwała wiecznie. Po dłuższej chwili odsunął się odrobinkę tak aby móc spojrzeć mi w oczy.
- Nie rozumiem. DLaczego mnie pocałowałeś?-zapytałam zafascynowana.
- Nikol. Bo ja Cię także kocham. Wiesz, jak źle mi było wiedząc, że cierpisz? Nie dawało mi to spokoju. Jesteś moim nałogiem. Nie potrafie bez Ciebie funkcjonować. Wtedy kiedy nie było Cię w szkole, odchodziłem od zmysłów martwiąc się o Ciebie.
- Nie wierzę. Mówisz to wszystko z litości tak? Powiedz mi prawde, proszę. Nie rób mi nadziei jeśli nic do mnie nie czujesz. Bo będę znowu cierpieć i być może tego już nie zniosę.
- Ja CIę kocham! Zrozum!
- Ja Ciebie tez.
- Wiem. Od dzisiaj już zawsze będę przy Tobie.
Wstaliśmy obydwoje z podłogi i przytuleni do siebie poszliśmy do mojego pokoju. Tam położyliśmy się do łóżka i do późna rozmawialiśmy. Kiedy się rano obudziłam jego już nie było.  Udałam się szybko do łazienki, ubrałam się, uczesałam, umyłam i zeszłam na śniadanie. Wszyscy już tam byli. Uśmiechali się.
- Nikol. Właśnie powiedziałem Twojej mamie i Jerejowi, że się kochamy i jesteśmy razem- powiedział Maks.
Byłam kompletnie zaskoczona. Spoglądałam to na Jereja to na mamę. Wyglądali na zadowolonych.
- Nie jesteście źli?- zapytałam przerażona.
- Źli? Kochanie... Ty i Maks nawet nie jesteście spokrewnieni, więc nie ma żadnego problemu, zresztą cieszymy się bo wiemy jakim odpowiedzialnym mężczyzną jest Maks. Pozostaje nam tylko cieszyć się Waszym szczęściem.- odpowiedziała mama.
- Bardzo się cieszę mamo..., a Tobie Jerej to nie przeszkadza? Wiesz,.. chciałabym poznać także Twoje zdanie.-zapytałam.
- Skoro się kochacie to bądźcie szczęśliwi. Jeśli Wy będziecie to i my będziemy.-odpowiedział uśmiechnięty Jerej.
- Ohh to wspaniale.
Usiadłam przy stole. Zjadłam tylko kromkę chleba, bo nie miałam na więcej ochoty. Maks spoglądał na mnie i miło się uśmiechał.
- Musimy już jechać Nikol-powiedział.
- No dobrze. Pa mamo, pa Jerej.
- Pa kochanie.-odpowiedziała mama.
- Do zobaczenia Nikol-odpowiedział Jerej.
Wjeżdżając na parking Maks zauważył, że wszyscy już na nas czekają. Jak zwykle dojechaliśmy do szkoły ostatni. Kiedy wysiedliśmy z samochodu Maks podszedł do mnie, uśmiechnął się i chwycił za rękę.
- Kocham Cię-szepnął.
- Ja Ciebie też-odpowiedziałam.
Dochodząc do towarzystwa zauważyłam, że nikt nie jest zaskoczony tym widokiem.
- No i w końcu jesteście razem- powiedział Samil.
- A no. Obstawialiśmy ile czasu jeszcze tak będziecie zwklekać.Przecież to odrazu gołym okiem było widać, że macie się ku sobie.- powiedziała Linda.
- Dobra gołąbeczki wystarczy tego dobrego. Jutro impreza. Jedziemy o 9 tak?-zapytał Kandal.
- Tak-odpowiedział Maks.
Po chwili zadzwonił dzwonek i wszyscy rozeszliśmy się do klas.  Inni rówieśnicy byli ździwieni widokiem nas dwojga tulących się do siebie i trzymających się za ręce, ale nam to nie przeszkadzało. Dzień zleciał w miarę szybko. Wieczorem do późna rozmawiałam z Maksem, a później jak zwykle musiało mi się usnąć. W szkole miałam kartkówkę z geografii, ale myślę, że dobrze mi poszło.Około godziny 19 wykąpałam się i o 20 już byłam gotowa. Kiedy udaliśmy się z Maksem do samochodu stali już tam trzej chłopcy. Przywitali się jak zwykle grzecznie, a jeden pocałował mnie nawet w policzek.  Dojeżdzając na miejsce zauważyłam iż na parkingu stoi mnóstwo samochodów. Nigdy nie byłam w takim miejscu-pomyślałam. Wchodząc do środka chwyciłam mocno za rękę swojego ukochanego. Popatrzył na mnie i się szyderczo uśmiechnął. Dosiedliśmy się do stolika gdzie siedzieli już Linda, Samil i kilku chłopaków. Bardzo ciekawie się zapowiadała ta impreza. Chłopcy oczywiście zadbali o fantastyczną atmosferę. Śmiali się, żartowali, opowiadali mi ciekawe przeżycia o swoim dzieciństwie. Kiedy już rozluźniłam się na tyle, żeby móc żartować wraz z nimi przynieśli kilka piw i chipsy. Maks narzucił szybkie tempo i  ani się obejrzałam, a jedna puszka pusta leżała już pod stołem. Z czasem namnożyło się ich tam więcej. Widziałam jak się podzielili. Maksowi zostały jeszcze do wypicia 3  piwa. Kiedy otworzył 1 z 3  wyciągnęłam rękę aby mi je podał.
- Daj mi łyka-zaproponowałam.
- Tylko się nie upij zbytnio-zażartował.
Wszyscy się zaczęli śmiać. Choć mnie powinien ten żart też bawić to jednak czułam się dość urażona. Wzięłam to piwo i wypiłam do dna. Wzięłam kolejne i postąpiłam w podobny sposób. Chciałam już wyciągnąć rękę po trzecie, ale wtedy Maks...
- Nikol, wystarczy. Miał być łyk, a ty mi już opróżniłaś dwie puszki, ta ostatnia jest dla mnie-powiedział swoim słodkim głosikiem.
- Czy ja Ci mówię ile Ci wolno, a ile nie pić? Nie! Więc prosiłabym Cię o to samo-odpowiedziałam.
UUUuuuUu, UuuUUu słyszałam jak krzyczeli chłopacy.
- No dobrze wypijemy je na spółkę. Zgadzasz się?-zapytał Maks.
- Taki układ mi odpowiada-odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy.
Wszyscy bawiliśmy się wspaniale. Maks ciągle mnie obejmował i tulił do siebie. Byłam szczęśliwa. Później zaczęliśmy tańczyć. Nie wiedziałam, że mam u boku tak zdolnego tancerza. Potrafił prowadzić w tańcu i robił to z niezwykłą gracją. Podobało mi się to.
Wracaliśmy do domu na pieszo, bo też i po alkoholu byli wszyscy, a więc nie miał kto prowadzić samochodu. Cicho otworzyliśmy drzwi i udaliśmy się na górę.
- No to dobranoc-powiedziałam i dałam mu buziaka na dobranoc.
- Naprawdę chce Ci się spać?-zapytał.
- Ani trochę, ale podejrzewam iż Tobie tak. Sporo wypiłeś.
- Mi również nie. Nie wypiłem aż tak dużo. Może tym razem byśmy poleżeli u mnie w pokoju?
- Czemu nie.
Udaliśmy się do jego pokoju. Było ciemno, cicho. Zdjęłam adidasy i kurtkę i położyłam się na łóżku. Maks poszedł za moim przykładem. Położył się tuż przy mnie. Drżałam z zimna, więc przytulił mnie do siebie mocniej i okrył kocem.
- Jak dobrze, że mam Ciebie-powiedziałam.
- I tak zostanie do końca-odpowiedział.
- Oby tak było.
- Będzie Nikol.
- Czuję się przy Tobie taka bezpieczna, czy to możliwe, że po tym wszystkim Twoja miłość tak mnie uszczęśliwia?
- Los niestety Cię nie oszczędzał, ale każdy ma prawo do prawdziwego uczucia. Ty go właśnie doznajesz. Kocham Cię ponad wszystko. Nigdy nie wątp w uczucie, którym Cię darzę.
- Dziękuję Ci za wszystko.
Popatrzyliśmy sobie w oczy. Miał w nich coś takiego co czyniło go wyjątkowym. Uśmiechał się niewinnie, a ja odwzajemniałam uśmiech. Pocałowałam go z taką namiętnością, że się ździwił. Całowałam go dalej szepcząc do ucha jak bardzo go kocham.
- Nikol, nie chcę Cię w żaden sposób urazić, ale czy ty dążysz teraz do... wiesz o co mi chodzi. Nie wiem jak daleko się mogę posunąć.
- Kocham Cię i właśnie tego chcę. Od dawna już na to liczę.
- Czy ty już kiedyś z kimś zbliżyłaś się do tego stopnia?
- Nie.
- Jesteś pewna, że tego chcesz? Nie boisz się?
- Pewnie, że się boję bo nie wiem jeszcze jak to jest, ale wiem, że tego chcę.
Nic nie odpowiadając był coraz bliżej mnie. Jego dotyk mówił sam za siebie. Całował mnie po policzkach, ustach, szyi. Powoli zdejmował ze mnie ubranie. Poddałam się tej chwili, oddałam się rozkoszy. Każdy jego gest,dotyk czy też pocałunek był taki delikatny, czuły. Myśłałam wtedy tylko o nim. O tym jak bardzo go kocham. Wiedziałam teraz, że warto z tym było czekać. Kiedy się przebudziłam w nocy, popatrzałam na niego. Nie spał. Miał wzrok skupiony na mnie. Pocałował mnie i tak czule przytulił.
- Bardzo Cię kocham-szepnął.
- Ja Ciebie bardziej-odpowiedziałam.
- Tego nie możesz być pewna kochanie.
- Wiem.
- Śpij już moja królewno.
- Dobrze, ale przytul mnie mocniej do siebie. Chcę czuć Twoją obecność.
- Nie bój się. Nie odejdę. Miłych snów.
Rano kiedy się obudziłam Maksa przy mnie nie było. Wstałam i udałam się do łazienki, aby wziąść szybki prysznic. Później zmieniłam trochę choreografię i tańczyłam przez kilka godzin. Padłam ze zmęczenia około godziny 18. Przebudziłam się po 23 i poszłam wziąść kąpiel. Czułam straszny głód, bo od rana nic nie jadłam i nawet nie przywitałam się z nikim z domowników. Postanowiłam zejść na dół, aby przekąsić coś by zaspokoić głód. Na dole siedzieli Maks, Samil i Kandal. Przywitałam się i usiadłam do nich. Byli zdenerwowani. Można powiedzieć, że nawet bardzo. Zaniepokoiłam się.
- Czy coś się stało?-zapytałam.
Wszyscy wzrokiem uciekali w bok, aby tylko na mnie nie patrzeć.
- Co ja takiego zrobiłam? Możecie się w końcu odezwać?
Dalej była cisza. Poczułam jak łzy napływają mi do oczu i nie wiedziałam co zrobić. Wstałam i poszłam do pokoju. Już nie czułam dokuczającego mi wcześniej głodu. Byłam zdenerwowana. Następnego dnia zeszłam na dół smutna. W kuchni ujrzałam tylko Jereja i Maksa.
- Jak się spało Nikol?-zapytał załamanym głosem Jerej.
- Mało co spałam dzisiejszej nocy-odpowiedziałam.
- Dlaczego?
- Bo źle się czułam. Gdzie mama?
- Twoja mama jeszcze śpi.
- O tej porze? Zawsze wstawała najwcześniej. Pójdę sprawdzić czy jest wszystko ok.
- Nie Nikol. Niech odpoczywa.-powiedział Maks.
- Ty się nie wtrącaj. Nie rozumiem już Twoich zmiennych nastrojów. Wczoraj ani słowem się nie odezwałeś. Wiesz jak się poczułam?
- Przepraszam. Zjedz szybko i wyjedziemy wcześniej do szkoły.
- Najpierw sprawdzę co u mamy.
- Nie ma mowy.
- Nie będziesz mi mówił co mam robić ani też zabraniał widywać własną matkę.
Wstając od stołu poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu. Odwróciłam się. Był to Jerej. Gołym okiem można było zauważyć, że nie jest z nim najlepiej. Był przygnębiony.
- Jerej czy coś Ci jest?
- Usiądz lepiej.
- O co chodzi?
Spełniłam jego prośbę i usiadłam. Widząc smutek na jego twarzy wiedziałam, że ma mi coś do powiedzenia  niezbyt miłego.
- Twoja mama miała wczoraj wypadek. Leży w śpiączce. Lekarze twierdzą iż kilka kolejnych godzin zaważy o jej życiu.
- Co? To jakiś żart, prawda? Nabijasz się ze mnie. Maks czy on mówi prawdę?
- Kochanie....
- Nie! Nie! Jak śmiecie mi mówić o tym dopiero teraz? W którym szpitalu ona leży?
- Nie jestem pewien czy chcesz oglądać ją w tym stanie. Zresztą powinnaś iść do szkoły-odpowiedział Jerej.
- Ha ha! W takiej chwili mam martwić się jakąś cholerną szkołą? Gdzie ona jest?! No gdzie!
- W szpitalu w naszym miasteczku.
Zapłakana wyszłam szybkim krokiem. Zaczęłam biec środkiem ulicy jak najszybciej mogłam nie zważając na jeżdżące samochody.  Wbiegłam do szpitala i zapytałam pięlegniarki o mamę. Dowiedziałam się, że jest w pokoju nr. 15, ale odwiedziny są zakazane. Nie interesowało mnie czy można ją odwiedzać czy nie. To jest moja matka... nikt nie zabroni mi się z nią spotykać. Wpadłam do pokoju i podbiegłam do jej łóżka. Była bardzo blada. Wyglądała strasznie. Mówiłam do niej, krzyczałam, ale nie odpowiadała. Do pokoju wszedł lekarz i chciał mnie wyprosić, lecz w tej samej chwili urządzenie monitorujące tętno mojej mamy zanikało. Zaczął ją ratować. Wezwał szybko pielęgniarkę. Ta kilkakrotnie wstrzykiwała jej jakiś lek, lecz to nic nie dawało. Stałam i patrzałam na to wszystko jak sparaliżowana. Smutek, który mną zawładną był dziwny. Nie mogłam płakać, ani krzyczeć, czułam tylko ogromy ból gdzieś na dnie serca. Kiedy ten stan stopniowo przechodził moją uwagę przciągnął lekarz zakrywający twarz  mamy prześcieradłem. Wiedziałam co to oznaczało, ale nie mogłam się z tym pogodzić.
- Co Pan robi?! Ratujcie ją! Ratujcie! Ona ma żyć! Błagam ratujcie!- rzucając się na lekarza krzyczałam tak bardzo, że przybiegło do pokoju kilka pielęgniarek i dwóch lekarzy.Zaczęli mnie od niego odciągać, ale nie dawałam za wygraną.W końcu odciągnęli mnie, ale nie przestawałam krzyczeć. Obudziłam sie po kilku godzinach. Kiedy otworzyłam oczy zauważyłam szpitalne ściany i Maksa patrzącego na mnie.
- Dlaczego ja tu leżę? On zabił moją mamę! Nie uratował jej, rozumiesz?
- Kochanie musieli Ci podać środki uspokajając i w dodatku nasenne. Lekarz zrobił wszystko co w jego mocy. Przykro mi naprawdę-odpowiedział.
- Jesteś po stronie tego mordercy, tak? I dobrze. Zostaw mnie w spokoju! - krzyczałam.
- Nie! Nikol przestan! Słyszysz?! Uspokój się!
- Ona nie żyje... Moja mama....
- Skarbie wiem, że jest Ci ciężko, ale Krynil nie chciałaby abyś teraz zachowywała się w ten sposób. Bardzo Cię kochała i będzie czuwała nad Tobą. Tak naprawdę zawsze będzie obok.
- Łatwo Ci mówić. Jej już nie ma,...
- Masz mnie i Jereja!
- Wiem.
- Moim zdaniem powinnaś przeprosić tego lekarza. Robił wszystko co w jego mocy, ale Twoja mama była w ciężkim stanie.
- Tak naprawdę od początku wiedziałam, że starał się jak mógł, ale zrozum to moja mama.
- Nikol damy sobie radę.Jesteś już na siłach, aby wrócić do domu?
- Tak, ale najpierw przeproszę tego człowieka.
Maks pomógł mi wstać z łóżka i udać się do gabinetu lekarskiego. Zapukałam do drzwi i lekko je uchyliłam.
- Przepraszam, możemy chwilę porozmawiać? - zapytałam.
- Tak. Wejdźcie prosze.-odpowiedział.
- Chciałabym Pana bardzo przeprosić. Po prostu nie potrafiłam zrozumieć, że na nią przyszedł czas. Nadal nie mogę sobie z tym poradzić, ale wiem, że w stosunku do Pana zachowałam się dzicinnie. Najłatwiej jest zgonić winę na kogoś, trudniej zrozumieć prawdę. Jeszcze raz przepraszam.
- Rozumiem Cię. To normalne, że mogłaś zareagować w ten sposób. Nie każdy ma odwagę przyznać się do błedu tak jak ty. Jesteś silną dziewczyną i masz przy boku kochających Cię ludzi. Życie toczy się dalej, a ty musisz iść do przodu razem z nim.
- Dziękuję Panu za te słowa. Do widzenia.
- Nie masz za co dziękować.Trzymaj się.
Udaliśmy sie razem z Maksem do domu. Jerej przygotowywał właśnie obiad. Atmosfera nie była najlepsza, ale staraliśmy się wspierać na wzajem. Po posiłku sprzątnęłam naczynia ze stołu i poszłam na górę. Tam leżałam na łóżku ze wzrokiem zapatrzonym w ścianę. Przez chwilę nie czułam ani bólu, ani też smutku, nie odczuwałam żadnego uczucia, ale po dłuższej chwili wszystko powróciło i na nowo łzy nie przestawały lecieć. Nazajutrz miał być pogrzeb. Nie wiedziałam czy dam radę tam pójść.


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (11) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

Wewnetrza sila, ktora gdzies tam we mnie jest daje mi sile do realizowania swoich postanowien...,marzen, wszystkiego tego co chce!

wtorek, 02 lutego 2010 19:21

Dzisiaj wykonczona jestem. O 15 wrocilam do domu, zjadlam obiad i zajmowalam sie siostrzyczka dwumiesieczna. Pozniej poszlam z nia na dwor, a teraz musze napisac hipoteze interpretacyjna i zaczac czytac nastepna lekture. Przeczytalam wczoraj juz "Kamienie na szaniec" i choc wiekszosci sie nie podobala to mnie czyms zaciekawila i poruszyla,. Niby to opowiada o wojnie, Hitlerze, o tych okrutnych niemcach, ktorzy katowali ludzi na smierc, wywozili do Oswiecimia do obozow koncentracyjnych, ale zaimponowala mi gotowosc do walki tych wszystkich chlopcow gotowych poswiecic wlasne zycie dla swojego kraju. Imponowala mi tez przyjazn Rudego i Zośki, ktorzy tak bardzo sie do siebie zblizyli. Kiedy Rudego zabrali gestapowcy Zośka za wszelka cene chcial go odbic i tak sie tez stalo, ale w jakze ciezkim stanie byl Rudy. Katowali go, bili kijem po glowie, kopali. Cos strasznego. Jak ludzie moga byc tak okrutni i wyrzadzac innym tak okropne cierpienie tylko dlatego ze ktos byl Polakiem. Dopiero teraz do mnie dotarlo jakimi draniami byli sprzymiezency Hitlera! Alek polegl w walce kiedy odbijali Rudego! Obydwaj chlopcy, tak dzielni i pomyslowi zmarli tego samego dnia. Zośka zalamal sie po smierci najdrozszego przyjaciela, ale w pore sie otrzasnal i stanal na nogi i walczyl dzielnie i w koncu sam polegl. Niesamowita ta historia byla! A biore kolejna lekture i biore sie za czytanie. Chce w zyciu cos osiagnac i bede do tego dazyc! A tak w ogole postanowilam odpuscic sobie myslenie o tej dwojce "ludzi", ktorzy w taki sposob mnie zranili. Ktos mi napisal w komentarzu jednym ze kocham ojca i chcialabym sie z nim widywac i wogole ale mam sobie odpuscic narazie. Fakt odpuszcze, juz odpuscilam, lecz jedno sie nie zgadza. Ja nie kocham tego czlowieka.  Czuje do niego tylko wstret. Nic wiecej. Nie potrafilabym mu wybaczyc wszystkich krzyw, ktore mi wyrzadzil. Dopiero co dochodze do siebie. I niech tak zostanie, a Ci ludzie niech zostawia mnie raz na zawsze w spokoju! W moim zyciu nie ma dla nich miejca i basta!
                                                                                                                                      Całuje goraco ;*


Trudno zacząć płakać,
gdy łez zabrakło.
Trudno zacząć się uśmiechać,
kiedy ludzie uśmiech odbierają.


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (9) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

"W głebi serca"-rozdzial IV

niedziela, 31 stycznia 2010 18:56
Wewnętrzna rozpacz...
Razem z Lindą wyszłyśmy na dwór, aby się trochę przewietrzyć. Pogoda była słoneczna i warto było z tego korzystać. Wszędzie znajdowało się dużo wody powstałej na skutek topnieniejącego śniegu. Udałyśmy się do pobliskiego baru na sok pomarańczowy. Opowiadałam nowo poznanej koleżance jak wyglądało moje życie zanim się tutaj pojawiłam. Dowiedziałam się także od niej kilku nowych rzeczy, a mianowice tego, że od pewnego czasu bardziej dogaduje się z Maksem . Przypomniałam sobie tą scenę przed szkołą kiedy oboje tak miło się do siebie przytulili. Zrobiło mi się przykro bo wiedziałam jakim uczuciem ja darze tego chłopaka, ale niestety nie mogłam nikomu o tym powiedzieć, ponieważ nie chciałam zniszczyć tego co łączy Linde z Maksem.
- Może byśmy poszły w piątek na imprezę?-zapytała Linda.
- Hm...pewnie będzie dużo osób ze szkoły, a ja nikogo nie znam-odpowiedziałam.
- Owszem będzie dużo osób ze szkoły, ale także spoza miasta. To dobra okazja żeby nawiązać kilka nowych znajomości.
- W sumie masz rację. No to o której tam pójdziemy? Tak w ogóle to gdzie to konkretnie jest?
- Podejrzewam, że Maks zabierze Cię ze sobą, a ja pojadę z Samilem. Razem z Wami pojadą jeszcze trzej chłopcy, Ci których już poznałaś i my też zabierzemy jeszcze kilku. Jest to klub "Irok". Powiem Ci szczerze, że moi rodzice nie pozwalają mi tam chodzic bo twierdzą, że jestem jeszcze za młoda żeby bywać w takich miejscach, ale zazwyczaj mówię, że nocuję u koleżanki i jest po kłopocie.
- Aaa ja nie będę kłamać bo mama nigdy mi niczego nie zabraniała i ździwiłabym się bardzo gdyby tym razem było inaczej.
- Skoro tak to Ci zazdroszczę. O popatrz idą nasi kochani chłopcy.
- A tak Maks i reszta.
- Cześć Wam.Przysiądźcie się do nas.- Zaproponowała Linda.
Wszyscy na luzie podeszli do naszego stolika i usiedli. Rozmawiali o imprezie. Nie słuchałam ich dokładnie, ponieważ byłam skupiona na czymś całkiem innym. Obserwowałam zachowanie każdego z osobna. Zobaczyłam jak Maks i Linda na siebie patrzą. Kiedy się takim przyglądałam to czułam się nieswojo, a mianowicie wiedziałam, że ten widok mnie bardzo boli. Nie mogąc dalej tego oglądać wybiegłam z baru i gnałam czym prędzej do domu. Kiedy tam dotarłam nikogo nie było, a więc udałam się szybko do swojego pokoju i rzuciłam  na łóżko. Przez chwilę nie mogłam opanować strumienia łez spływającego po moich policzkach, ale w końcu stanęłam na nogi i otarłam je. Teraz tylko zostały widoczne zaczerwienione i spuchnięte oczy na mojej twarzy, a po łzach nie było śladu. Poszłam do łazienki i przez chwilę wbiłam wzrok w swoje odbicie, które widziałam w lustrze. Po pewnej chwili udałam się spowrotem do pokoju i położyłam się na łóżku, założyłam na uszy słuchawki i słuchając ulubionych piosenek błądziłam po zakątkach własnej wyobraźni.
Musiałam usnąć ze zmęczenia...Obudziłam się kilka minut po pierwszej. Była noc. Udałam się do łazienki, wzięłam gorący prysznic i ubrałam się w strój nocny. Wróciłam spowrotem do łóżka, ale nie mogłam zasnąc. Co jakiś czas sprawdzałam godzine...Czas tak wolno płynął. Wstałam, owinęłam się kocem i usiadłam na krześle stojącym obok okna. Tak siedząc uświadomiłam sobie, że los postawi na mojej drodze jeszcze wiele niespodzianek, tych dobrych i tych trochę mniej. Zanim tutaj przyjechałam strach przed cierpieniem, który we mnie tkwił był tak silny, że nie potrafiłam zakochać sie po raz drugi, ale teraz, kiedy już tutaj jestem pragnę oddać się uczuciu, pragnę miłości i jest to niemożliwe. Zastanawiam się dlaczego akurat tak się musiało stać... Czy nie mogłam po prostu zakochać się w jakimś zwykłym chłopcu, który obdarzył by mnie takim samym uczuciem co ja jego? Dlaczego moje serce musi znosić takie cierpienie? Dlaczego? Podczas kiedy tak się nad tym wszystkim zastanawiałam zrobiłam się senna, aż w końcu usnęłam.
Obudziłam się o 6 rano. Uszykowałam się do szkoły i zeszłam na dół. Napiłam się soku i zostawiłam mamie karteczke na stole, napisałam : Mamo wyszłam wcześniej z domu, dzisiaj się przejde do szkoły. Wrócę około 17. Nie czekajcie na mnie z obiadem. Nikol.
Zamiast iść chodnikiem, szłam po ulicy nie zważając na to czy coś jedzie czy nie. Przechodząc koło parku około godziny 7.40 postanowiłam, że usiądę sobie na ławce. Dochodziła 8 a ja dalej siedziałam na tym samym miejscu. Spędziłam tak jeszcze ze 4 godziny, a później szłam przed siebie. Doszłam do jakiegoś pobliskiego miasteczka - Polisej. Nie miałam pojęcia gdzie się udać, bo nigdy wcześniej mnie tutaj nie było. Po dwóch niezmiernie męczących godzinach trafiłam na restauracje. Tam zjadłam obiad i zapytałam kelnerke gdzie znajduje się stacja PKP. Okazało się, że jest ona tuż za rogiem. Udałam się więc tam. Pociąg do domu miałam dopiero o 17.30. Postanowiłam przeczekać ten czas w poczekalni. Wyciągnęłam zeszyt z matematyki i zaczęłam rozwiązywać zadania. Długo to nie trwało, bo nie szło mi to najlepiej. Postanowiłam w takim razie posłuchać swojej playlisty. Kiedy tak po kolei mijały poszczególne utwory natrafiłam na jeden, który mnie bardzo zdołował. Tekst był o miłości, o niezmiernym szczęściu i radości.Łzy mi poleciały, ale zobaczyłam, że ludzie będący także na poczekalni zaczęli mi się przyglądać, więc otarłam szybko łzy, ale niestety uśmiechu na mojej twarzy się nie doczekali. Ujrzałam w oddali pociąg, więc zaczęłam zbierać wszystkie swoje rzeczy, zarzuciłam torbę na plecy i wsiadłam do pociągu. Szybko dojechał do naszego miasteczka. Wolnym krokiem szłam do domu. Gdy otworzyłam drzwi z salonu przybiegła mama i odrazu mnie do siebie przytuliła. Po chwili zjawili się i Maks i Jerej.
- Gzie ty byłaś Nikol?Zdajesz sobie sprawę jakiego strachu nam przyspożyłaś? Dlaczego nie odbierasz telefonu?-zapytała zaniepokojona mama.
- Byłam tu i tam. Nie odbierałam bo telefon został w domu.
- Czemu nie było Cię w szkole?- zapytał Maks.
- Bo nie miałam ochoty do niej iść- odpowiedziałam z sarkazmem w głosie.
- Możesz mi wyjaśnić dlaczego tak wcześnie wyszłaś z domu i miałaś zamiar udać się do szkoły na pieszo?
- Boże Maks. Miałam ochotę na spacer i tyle. W ogóle to moja sprawa więc daruj sobie.
- Coś Ci zrobiłem, że tak mnie traktujesz?
- Traktuję Cię normalnie.
- No właśnie co do tego to mam wątpliwości.
- No to Twój problem... Mamo idę na górę. Trochę poćwiczę, wykąpię się i pójdę spać.
- Dobrze kochanie. Linda zostawiła Ci notatki z dzisiejszego dnia. Nikol, masz takie podkrążone oczy... Ty płakałaś?
- Nie płakałam. To pewnie ze zmęczenia, dużo dzisiaj chodziłam.
- No dobrze kochanie. Dobranoc- pocałowała mnie w czoło.
- DObranoc
kiedy wchodziłam po schodach usłyszałam, że cała trójka szepcze. Odwróciłam się.
- Czy coś jest nie tak?-zapytałam.
- Nikol chcielibyśmy wiedzieć co było powodem Twojej nieobecności w szkole-odpowiedział, a zarazem zapytał Jerej.
- To się już więcej nie powtórzy. Po prostu nie czułam się najlepiej, ale jest już wszystko ok. Nie martwcie się. DObranoc.
- Ok, ale pamiętaj, że w razie czego możesz na nas liczyć. Razem Z Twoją mamą i Maksem bardzo sie o Ciebie martwiliśmy.
- Wiem i przepraszam. Idę spać. Do jutra.
- Do jutra Nikol-odpowiedział Jerej.
- Dobranoc kochanie-zarzuciła mama.
Będąc w pokoju szybko się przebrałam i poszłam tańczyć. Nie mogłam się skupić i w końcu upadłam. Leżałam tak chwilę głową do podłogi i nie chciałam wstać. Nie mogłam.
- Coś Ci jednak jest-powiedział Maks.
- Co ty tu robisz? Nic mi nie jest, wydaje Ci się.-odpowiedziałam podnosząc się z podłogi.
- Mnie nie oszukasz. Wczoraj wybiegłaś z płaczem z baru i zupełnie nie wiem co było tego powodem. Kiedy wróciłem do domu i chciałem z Tobą porozmawiać to już spałaś, więc postanowiłem porozmawiać z Tobą następnego dnia, a tymczasem dzisiaj też nie mogliśmy przeprowadzić rozmowy. Możesz mi wyjaśnić co Ci jest? Zrobiłem Tobie coś? Jeśli tak to powiedz. Martwię się.
- Po prostu miałam gorszy dzień. Naprawdę.
- Nie kłam. Cholera Nikol to już nie jest zabawne.
- Maks, daj mi spokój, proszę.
Chwilę patrzeliśmy sobie prosto w oczy. Zbliżył się do mnie i przytulił jak tamtej nocy. Zaczęłam płakać. Odsunął mnie kawałek od siebie i znów popatrzył mi głeboko w oczy.
- Ty płaczesz... Powiedz mi co Ci jest. Nie pozwolę na to żebyś cierpiała.
- Kochasz Linde?-zapytałam załamującym się głosem.
- Nie, nie kocham jej-odpowiedział nieco ździwiony.
- Ale Wy, tzn. ty i ona tak się na siebie patrzycie jakby coś Was łączyło.
- Nikol. My kiedyś byliśmy razem, ale nam nie wyszło. Nic do niej nie czułem i nie chciałem jej ranić, a patrzymy się czasem na siebie dlatego iż ona prosiła mnie abym porozmawiał na jej temat z Kandalem, bo to on jej się podoba i bardzo jej na nim zależy.
- Rozumiem.
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech, w końcu odetchnęłam z ulgą.
- Możesz mi powiedzieć dlaczego Cię tak to bardzo interesowało i wydaje mi się czy humor Ci się poprawił.
- Tak tak bo czuję się lepiej. A pytałam z ciekawości.
- Kręcisz...
- Nie.
- Powiedzmy, że Ci wierzę. W takim razie dowiem się w końcu co Ci było?
- A po prostu wiesz, kiedy widziałam Wasze spojrzenia, przypomniało mi się jak to u mnie kiedyś było i  zaczęło mnie to wszystko przerastać.
- No tak. Teraz rozumiem. Słuchaj, zapomnij o tamtym kretynie co Cię skrzywdził. Nie ma sensu tego rozpamiętywać.
- Wiem, wiem.
- No, a teraz idź pod szybki prysznic i do spania Moja królewno.
- Królewno?
- A tak. Królewno.
- No dobrze to do jutra Maks.
- Do jutra Nikol. Śpij dobrze.
- Dziękuję i wzajemnie.
Wyłączyłam muzykę i poszłam pod prysznic. Później leżąc w łóżku byłam bardzo wesoła, choć przygnębiała mnie jedna rzecz. Okłamałam go. Nazmyślałam, że byłam taka ze względu na to, że przypomniał mi się mój były chłopak, a tak naprawdę byłam smutna z tego powodu, że myślałam iż łączy coś Maksa i Linde. No, ale przecież prawdy mu nie mogłam wyznać. Tej nocy usnęłam bardzo szybko. Rano mama obudziła mnie na śniadanie. Wszyscy byli zszkowani moją nagłą zmianą nastroju. W szkole pogadałam trochę z Lindą. Poznałam kilka nowych dziewcząt. Tina i jej grupa jak zwykle krzywo na mnie patrzała, ale nie obchodziło mnie to. Kiedy wróciliśmy z Maksem ze szkoly i zjedlismy obiad, obydwoje poszlismy do swoich pokoi. Około godziny 18 zgłodniałam i zeszłam na dół, aby coś przekąsić. Kiedy miałam już zamiar wrócić na górę usłyszałam dzwonek do drzwi. Gdy je otworzyłam  nie wierzyłam własnym oczom. W wejściu stała Tina. Nie wiedziałam co powiedzieć.
- Ja do Maksa-powiedziała dumnie.
- Do Maksa?
- No mówię przecież.
- Maks! Maks!-krzyknęłam.
Usłyszałam jak zbiega po schodach.
- Jestem, co chcesz Nikol?- zapytał.
- Masz gościa- odpowiedziałam.
- Witaj Maksiu- powiedziała Tina.
- Tina? Co ty tutaj robisz? Czego chcesz?
- Porozmawiać... Może wyjdziemy na zewnątrz?
- Ok. Chodźmy.
Wychodząc Maks puścił do mnie oko. Byłam wściekła. Czego ta małpa od niego chce?-pomyślałam. Jak głupia zaglądałam zza firanki i ich obserwowałam. Wydawało mi się, że się kłócą. Po chwili mama zawołała mnie do kuchni. Poszłam szybko zobaczyć o co jej chodzi. Chciała wiedzieć czy ma mi kupić nowy strój sportowy do ćwiczeń. Powiedziałam, że jeśli może to tak i szybko wróciłam do okna i wtedy ich zobaczyłam. Całowali się! Nie mogłam uwierzyć. Pobiegłam na górę. Tym razem nie płakałam. Po prostu byłam na siebie wściekła. W szafie pod wszystkimi rzeczami znajdował sie mój pamiętnik. Wyciągnęłam go i zaczęłam pisać...

Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (10) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

............... NIENAWIŚĆ..................

piątek, 29 stycznia 2010 11:46

Opowiem Wam przedziwna historie. Dziewczyna jest starsza o 6 lat od drugiej. Zaprzyjazniaja sie. Ta mlodsza powierza jej swoje najskrytsze sekrety. Kiedy widzi jak jej rodzice sie kloca wychodzi z domu i rozmawia o calym zajsciu z przyjaciolka. Kiedy wraca do domu dalej slyszy jak ojciec ma pretensje do matki o zdrade czy tez inne smieszne rzeczy, choc tak naprawde nie ma podstaw aby ja osadzac bo nie dala mu do tego zadnych powodow. Malzenstwo z czasem zaczyna sie coraz bardziej psuc, codzienne klotnie, wyzwiska, dzieci placzace po katach i blagajace aby to wszystko sie juz skonczylo, aby wreszcie nastal pokoj. Jedna z corek po kazdej klotni nie wytrzymujac w domu wychodzila i siedziala do pozna na dworze myslac ze kiedys to sie w koncu skonczy, rozmawiala z ta swoja przyjaciolka. Kiedy wracala do domu z mysla ze juz wszystko ucichlo zawsze slyszala jak ojciec juz do niej nawet krzyczy, ma pretensje. Nigdy nie wiedziala o co tak naprawde chodzi., Potrafil wymyslac rozne powody aby tylko ja ukarac. Niedawala juz rady. Kilkakrotnie to wlasnie jej wlasny ojciec wygonil ja z domu i mowil ze jej juz nie chce tu widziec. Plakala gdzies tam zdala od domu, ale co z tego? Czy ktos przejmowal sie jej losem? Podobno ta przyjaciolka. Ale ktoregos dnia po zakonczeniu roku szkolnego, kiedy wrocila dziewczyna ze szkoly do domu mama powiedziala ze przeprowadzaja sie do babci i ze rodzice sie rozwioda. Dziewczyna ucieszyla sie, bylo jej tylko zal ze zostawi kolezanki wszystkie i ta przyjaciolke, ale przeciez mogla je odwiedzac bo babcia mieszkala kilkanascie km od jej domu. Pewnego dnia kiedy mama wrocila z pracy a najstarsza corka siedziala z babcia w kuchni zawolala ja do pokoju. Corka nic nie wiedzac [posluchala mamy i poszla. Tam uslyszala ze ta jej najlepsza przyjaciolka od 2 lat sypia z jej ojcem, zawsze kiedy dziewczyna sie jej zwierzala to ta przyjaciolka wszystko przekazywala jej ojcu, a ten zawsze dlatego ja karal. Dziewczyna uslyszala tez, ze ta jej przyjaciolka nadal jest z jej ojcem i nie ma zamiaru z tym konczyc. Dziewczyna nie chciala tam nawet wracac, wstydzila sie calej tej sytuacji, gardzila nimi obojga. Napisala tylko sms w ktorym obrazala swoja eks przyjaciolke strasznie, napisala ze jest su ką, ze nie chce jej znac! Przez jakis czas byla bardzo przygnebiona, nie potrafila w to uwierzyc, ale z czasem narastala w niej rzadza zemsty. CIeszyla sie jedynie tym ze jej mama poznala nowego towarzysza i po roku wyszla za niego za maz. Ten jeden fakt ja cieszyl. Na codzien usmiechala sie, nosila maske przez ktora nie dawala po sobie poznac jak naprawde sie czuje. Dawala rade. W koncu postanowila isc, odzwiedzic ojca. Tak sie stalo, ze mieszkal w tej samej miejscowosci co ona i to jakies 2 km od niej. Z poczatku po rozwodzie zabieral jej dwie mlodsze siostry raz w miesiacu czy dwa na niedziele i spedzal z nimi czas. Tej starszej nigdy nie zaprosil. Kiedy nadeszly swieta, w wigilie zadzwonil aby przyszly do niego bo ma dla nich prezentym ale o starszej nie wspomnial. Narastal w niej gniew, ale trzymala sie jeszcze jakos. Z czasem przestawal nawet do jej siostr dzwonic, az w koncu stracily z nim kontakt. Nie placil alimentow na nie, twierdzil ze to nie jego dzieci. Choc wiedzial dobrze ze kazda z tych dziewczat jest jego, to mial to gleboko gdzies. Najstarsza kilkakrotnie chodzila i robila mu wyrzuty, zawsze konczylo sie klotnia, zawsze zostala obarczona jakimis wyzwiskami z jego strony. Kiedy widziala swoja eks przyjaciolke z nim z jej ust wydobywalo sie wiele niemilych slow. Ojciec zawsze bronil partnerki nowej. Ostatni raz kiedy corka byla u ojca to byl listopad 2009 roku. POszla tam i zapytala dlaczego sie z nimi nie kontaktuje, co zrobily, dlaczego nie placi na nie alimentow, przeciez sa jego dziecmi. Zapytala czy da im swoj nowy numer zeby mogly sie z nim kontaktowac od czasu do czasu. Wysmial ja. Poczula sie zle, ale nie dala tego po sobie poznac. Zaczela obrazac swoja eks przyjacioleczke od najgorszych,. Stwierdzila ze jest szmata, kur wa, wszystkim po troche, a ona tylko obarczala wyzwiskami matke dziewczyny, ta nie mogla tego zniesc. Powiedziala ze nikt nie bedzie obrazal jej mamy, a na pewno nie zadna szmata spod lampy. Wkurzyly sie obydwie. Ojciec kazal dziewczynie wyjsc, ta nie chciala, ale w koncu wyszla. Wychodzac powiedziala ze moze dalej z siebie robic taka kur we choc tak naprawde nia juz dawno jest. WYbiegla za nia. Zaczely sie szarpac, bic. Dziewczyna kilkakrotnie uderzyla ja w twarz, po czym przybiegl jej ojciec i zamiast odciagnac od niej swoja pratnerka do uderzyl dziewczyne i nia sszarpal. Dziewczyna sie tak latwo nie dala. Zaczela krzyczec na calej klatce zeby sasiedzi slyszeli co z nich za ludzie. Na koncu wezwala policje i powiedziala ze oni nia tak szarpali i bili, a przeciez dziewczyna miala 15 lat jeszcze, byla nieletnia,  nie mogli jej nawet tkac przeciez. Uslyszala od policji tylko tyle ze porozmawiaja z nimi, ale niestety nic nie moga zrobic i powiedzieli zeby tam nie chodzila. Zawiodla sie na policji. Nie wiedziala ze az tak podejda do tego obojetnie! ALe do dnia dzisiejszego kiedy mysli o tej idiotce i swoim ojcu to gniew i chec zemsty w niej siedzaca ciagle narasta. Nienawisc to jedyne co czuje do nich!   Ta eks przyjaciolka dziewczyny ma obecnie 22 lata.

Co myslicie o tym?

Dziewczyna to JA, niestety ;/


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (12) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

HmmMM...

środa, 27 stycznia 2010 20:30

Tak sie ostatnio zastanawialam w jakim stanie musi byc czlowiek zeby ciagnelo go do popelniego glupsta a konkretniej np. samobojstwa czy tez ciecia sie. WIele mlodych dziewczat tak robi. To przez niespelniona milosc, problemy w szkole. Kiedy przechodza one okres dojrzewania czasem maja takie dni, ze wydaje im sie ze zycie nie ma sensu, ale przeciez czlowiek w zyciu jeszcze wiele wycierpi i nie mozna sie na starcie poddawac. Wydaje mi sie ze to trzeba popasc w gleboka depresje zeby podjac takie dzialania....


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (3) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

Problem............

poniedziałek, 25 stycznia 2010 19:32
Nie jest wcale tak fajnie jak by sie chcialo. Na dworze tak zimno. Widzac przez okno ludzi trzesacych sie z zimna przez skore przechodzi mi gesia skórka. Ilez mozna siedziec w domu i zastanawiac sie nad sensem wlasnego zycia. Bezsensowne. Juz sama nie wiem. Mam tez nieustajacy dylemat, jak wsrod tylu znajomych i nieznajomych ludzi znalezc tego jednego czlowieka, ktoremu mozna bedzie zaufac bezgranicznie i z ktorym bedzie mozna porozawiac o wszystkim. Ja nie wiem.... Eh i chyba w tym problem.
Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (9) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

"W głębi serca"- Roździał III

piątek, 22 stycznia 2010 20:49

Pierwszy dzień w szkole.
Budziłam się kilkakrotnie tej nocy. Stres nie pozwalał mi wypocząć. Była 2 w nocy i nie wiedziałam co ze sobą począć. Włożyłam adidasy na nogi i udałam się ku sali tanecznej. Włączyłam muzykę i zaczęłam tańczyć. Zazwyczaj podczas tańca czułam się wolna, szczęśliwa. Zawsze dawałam z siebie wszystko. Taniec był dla mnie zabawą, ale tej nocy coś było nie tak. Skupiałam się na dokładności wykonywanych przeze mnie ruchów. To było coś nowego. Usłyszałam pukanie do drzwi sali, otworzyłam i zobaczyłam smukłą sylwetkę, w jasnych spodenkach. Był to Maks. Widać było, że dopiero co się obudził.
- Nikol co ty wyprawiasz?-zapytał.
- Nie widzisz? Tańczę.
- Dziewczyno wiesz, która godzina?
- Wiem. Nic nie poradzę na to, że spać nie mogę.Masz pretensje do mnie, a przecież sam nie śpisz. DLaczego?
- Obudziła mnie głośna muzyka i jeśli jej nie ściszysz to postawisz na nogi także Jereja i swoją mamę.
- Oj. Nie pomyślałam. Przepraszam. Możesz iść spać, obiecuję że już Cię nie obudzę.
- Nic nie szkodzi. Ty też się połóż. CHyba nie chcesz iść do szkoły niewyspana? Kładź się kładź. Jutro wielki dzień.
- Musisz mi o tym przypominać? Przez to spać nie mogę. Boję się.
Po wypowiedzeniu tych słów oparłam się o ścianę i spuściłam wzrok, aby nie widział smutku w moich oczach. Plan niestety nie wypalił. Podszedł do mnie, uniósł moją twarz po czym spojrzał mi głeboko w oczy i przytulił do siebie. Zrobił to, naprawdę! Pierwszy raz. Poczułam się przy nim taka bezpieczna, taka kochana. Kochana? CO ja sobie w ogóle myślę? Przecież on stara się mnie tylko podnieść na duchu, a ja? Ja bym chciała czegoś więcej. Czuję sie z nim w jakiś sposób związana, chyba się zakochałam. Jak to możliwe, że tak krótka znajomość wywarła na mnie tak wielkie uczucie? Po dłuższej chwili wyrwał mnie z zadumy ten piękny głos.
- Nie martw się. Przecież obiecałem, że wszystko będzie dobrze. Przekonasz się.
- Mam taką nadzieję.
Chwycił mnie za rękę i ciągnął za sobą. Odsunął na bok koc leżący na łóżku.
- No połóż się.
- Dobrze...
Wykonałam jego prośbę bez chwili zastanowienia. On zaś przykrył mnie po samą szyję kocem. Zbliżył się tak, że jego twarz znajdowała się zaledwie kilka centymetrów dalej od mojej. Schylił sie i pocałował mnie w czoło, po czym udał się do wyjścia. 
- Dobranoc Nikol.
- DObranoc Maks.
Wyszedł. Pierwszy dzień w szkole przestał się dla mnie liczyć, ten stres zniknął. Teraz myślałam tylko o Maksie.Nie wiem kiedy, ale usnęłam i obudził mnie dopiero głos mamy, która stała nade mną i próbowała jakoś mnie dobudzić.
- Nikol, widzę że pomimo tego stresu dobrze dzisiaj spałaś.
- Można tak powiedzieć mamo.
- Kiedy się ubierzesz i umyjesz to zejdź na dół na śniadanie> Wszyscy już na Ciebie czekają.
- DObrze. Za kilka minut będę na dole.
Kiedy mama wyszła, wstałam szybko z łóżka i udałam się do łazienki. Ubrałam ulubioną, fioletową bluzkę z krótkim rękawkiem i dżinsy. Uczesałam włosy w kucyka, po czym umyłam zęby i przemyłam twarz zimną wodą. Popatrzałam w lustro i uśmiechnęłam się do siebie. Wychodząc z łazienki zarzuciłam plecak na jedno ramię i wyciagnęłam z szuflady odtwarzacz MP3. Zbiegłam pośpiesznie na śniadanie.
- Jest i nasza śpiąca królewna-powiedział Jerej.
Uśmiechnęłam się tylko i usiadłam przy stole. Fakt nie bardzo pasowało mi mieszkać z nim pod jednym dachem, ale starałam się tego nie okazywać. Chciałam żeby mama była szczęśliwa.
Posmarowałam sobie bułkę masłem i nalałam do kubka herbaty.
- Kochanie?
- Tak mamo?
- Nie chcę Cię pośpieszać, ale za 20 minut zacznynają się lekcje i dobrze by było gdybyście już wyjechali żeby się nie spóźnić.
- A tak tak.
Wzięłam bułkę do ręki i napiłam się łyka herbaty, po czym razem z Maksem odeszliśmy od stołu. Kiedy wychodziliśmy już z domu mama podeszła, wsadziła mi do kurtki pieniądze i pocałowała w czoło.
- Powodzenia Nikol.
- Dziękuję mamo. - odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy.
W drodze do szkoły Maks opowiadał mi o grupach jakie są utworzone w szkole. Mówił o grupie tych wybitnie uzdolnionych, o muzykach itp. Powiedział także, że moją pierwszą lekcją jest fizyka w sali 101. On niestety miał matematykę w sali 405. Były to trzy piętra wyżej więc musiałam sama stawić czoło nowym rówieśnikom. Kiedy dojechaliśmy do szkoły na parkingu stali już Kandal i Samil wraz z innymi chłopakami. Podejrzewałam, że Ci wszyscy to koledzy czy tez przyjaciele Maksa.
Wysiedliśmy z samochodu i podeszliśmy do nich. Maks był całkowicie rozluźniony czego nie mogłam powiedzieć o sobie.
- Poznajcie moją współlokatorkę Nikol
- Witaj, jestem Konar.
- Cześć, a ja Mirs.
- Cześć Nikol-uśmiechnął się Kandal.
- My się znamy, prawda? Co tam słychać u Ciebie?- zapytał Samil
- Dobrze. Staram się być grzeczna-zachichotałam.
Zauważyłam, że wszystkich rozbawiłam swoją odpowiedzią. Czułam się przy nic całkiem swobodnie.
- Dobra, dobra nie męczcie jej już tak. Zaraz przez Was spóźni się na pierwszą lekcję. Chodź Nikol, odprowadzimy Cię pod same drzwi, ale dalej już będziesz musiała sobie poradzić jakoś sama. Nie przejmuj się, że wszyscy będą się na Ciebie gapić. To normalne. Jesteś tutaj nowa, więc będą chcieli co niektórzy Cię lepiej poznać.
- Ehh jakoś sobie poradzę.
Szłam tak, mając przy sobie pięciu chłopaków, kórzy jak widać byli całkiem pewni siebie.
- A więc powodzenia. Po lekcji będziemy czekać pod szkołą. Trzymaj się.
Wszyscy odeszli szybkim krokiem. Stanęłam pod drzwiami, wzięłam głeboki oddech po czym zapukałam do drzwi.
- Prosze-usłyszałam miły głos.
- Dzień dobry. Nazywam się Nikol Sanders.
- A tak tak. Słyszałam już o Tobie. Usiądź sobie z tyłu i staraj się nadrobić materiał.
- Dobrze.
Idąc na tył klasy, czułam na sobie wzrok wszystkich uczniów, ale jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało. Kiedy doszłam zobaczyłam,że jest tylko jedno wolne miejsce, obok dziewczyny o niebieskich oczach ubranej w sukienkę. Wyglądała na pogodną osobę.Zdjęłam plecak, położyłam książki na ławce i usiadłam. Dziewczyna odwróciła się w moją stronę.
- Cześć Nikol. Jestem Linda, siostra Samila.
- Hej. Dlaczego te dziewczyny z przodu się na mnie patrzą w taki dziwny sposób?
- Widziały jak szłaś do szkoły z Maksem, Samilem i resztą. Nie sposobało im się to. Wszystkie zabiegały o względy, któregoś z nich, ale żadnej się nie udało i dlatego nie podoba im się to co widziały.
- Nie chciałam już pierwszego dnia dowiadywać się, że jestem niemile widziana. Eh no, ale ty jesteś inna. Fajnie, że są tutaj też dziewczyny normalne.
- Wiesz, w naszej klasie raczej z nikim się nie zaprzyjaźnisz. Dziewczyny już Cię nie lubią, a chłopacy zrobią to co Tina. Ona tak jakby rządzi tutaj, nikt się jej nie przeciwstawia, ale tak dla jasności ja nie należę do grona podporządkowanych jej ludzi.
- Super. To jesteśmy dwie.
- Chcesz to mogę wpaść dzisiaj do Ciebie. Samil jak co poniedziałek ma zamiar odwiedzić Maksa tak o 17 wiec jesli nie masz nic przeciwko to Cię odwiedzę.
- Jasne, bardzo się cieszę.
- A teraz notujmy bo Pani Bebe lubi sprawdzać pod koniec lekcji, czy w zeszycie znajduje się  wszystko o czym mówiła.
- Dobrze bierzmy się za pisanie.
Po lekcji wyszłam z Lindą przed szkołę, gdzie czekała już na nas gromadka chłopaków. Maks czule ją przytulił  na powitanie i ona jego też. Podczas przerwy pokazywali miejsca, w których najczęściej przesiadują. Przez cały ten czas prawie każdy kto nas mijał bardzo starannie starał mi się przyglądać. Było to dość dziwne i czułam się nieswojo. Następne lekcje mijały bardzo szybko. Niektórzy nauczyciele rozmawiali ze mną przez chwilę podczas lekcji, a inni tylko czasem spoglądali czy nadążam z materiałem. W każdej sali siedziłam obok Lindy, w każdej oprócz sali od matematyki. Klasa ta była podzielona na uczniów zdolnych i tych trochę mniej. Nauczycielka widząc moje stopnie zdobyte w poprzedniej szkole postanowiła, że będę należeć do lepszej grupy. Niestety Linda należała do tej drugiej, więc musiałam się przygotować na to, że będę siedziała w ławce z kimś innym. Pani wskazała mi miejsce obok dziewczyny, która na fizyce tak czujnie się mi przyglądała, obok Tiny. Kiedy usiadłam obok niej zauważyłam, że odwróciła się w kierunku koleżanek i śmiała się. Zrobiło mi się przykro, ale postanowiłam, że nie dam tego po sobie poznać.  I tak też zrobiłam. Kilka razy Pani prosiła mnie abym obliczyła jakieś zadanie na tablicy. Po lekcji poszłyśmy z chłopakami do parku. Tak trochę pożartowaliśmy, a o godzinie 15 pojechaliśmy z Maksem do domu. Tam czekał na nas już gorący obiad na stole, a mama z Jerejem z niecierpliwością nas wypatrywali. Kiedy stanęliśmy w drzwiach na twarzy mamy pojawił się przepiękny uśmiech. Odwdźięczyłam się tym samym i usiadłam do stołu. Maks poszedł za moim przykładem i też usiadł.
- Jak kochanie pierwszy dzień w szkole? - zapytała mama.
- Dobrze. Na matematyce dołączyłam do zdolniejszej grupy, a tak ogólnie było całkiem fajnie.
- No widzisz kochanie..., a tak bardzo się stresowałaś.
- No tak, ale było minęło. Dziękuję za pyszny obiad mamo, a teraz uciekam na górę trochę poćwiczyć. O 17 będę miała gościa.
- Gościa? Kto to taki?
- Linda. Siostra Samila, kolegi Maksa. Jest bardzo miła, prawda Maks?
- OooO tak. Linda to porządna dziewczyna. Cieszę się, że to właśnie z nią Nikol zawarła znajomość.
- Cieszę się kochanie, że układa Ci się jakoś.
- Tak mamo. Nie masz się czym martwić. Daje radę jak widać.- Pocałowałam mame w policzek i udałam się do swojego pokoju.
Szybko spakowałam potrzebne zeszyty i książki na jutro do szkoły i zabrałam się za taniec. W końcu mogłam robić to co tak bardzo kocham. Tłumię w sobie tyle uczuć, a podczas tańca uwalniam je wszystkie, oddaję się temu cała. Zadowolona krążyłam po całej sali wesoła i pełna nadziei. Kiedy zobaczyłam, że jest już po 4 udałam się szybko do pokoju, wyciagnęłam z szafy czyste ubrania i poszłam do łazienki sie odświeżyć. Kiedy z niej wyszłam zobaczyłam, że Linda siedzi i czeka już na mnie na łóżku. Spojrzała w moją stronę i uśmiechnęła się...

 


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (5) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

"W głębi serca"-Roździał II

sobota, 16 stycznia 2010 21:34
 Chwila szczerości i odkrycie prawdziwego "Ja"                                
W sobotni poranek obudziłam się nadal po części zmęczona. Nie spałam dużo tej nocy. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki wziąść prysznic. Kiedy już się ubrałam i zaścieliłam łóżko, zastanawiałam się co bym mogła zacząć robić. Postanowiłam, że rozpakuję się i pochowam swoje rzeczy do szafek, a później zejdę na dół na śniadanie. Więc tak też zrobiłam. Kosmetyki poustawiałam na toaletce, a resztę rzeczy niezbędnych do higieny osobistej zaniosłam do łazienki. Wszystkie swoje płyty poustawiałam na półce, która znajdowała się nad biurkiem. Zeszłam na dół. Jerej, Maks i mama siedzieli już przy stole. Podeszłam spojrzałam na nich. Jerej i Maks spoglądali na mnie mile się przy tym uśmiechając. Mama poszła za ich przykładem.
- Dzień Dobry Nikol-powiedział Jerej
-Cześć-przywitał się Maks
Uśmiechnęłam się tylko niechętnie i usiadłam. Nalałam sobie do szklanki herbaty i zaczęłam jeść bułkę.
-Nikol co masz zamiar dzisiaj robić?! Pomyślałam, że może pojedziemy dla Ciebie po książki  i resztę rzeczy, które mogą być Ci potrzebne do szkoły. Maks zaoferował, że pojedzie z nami.
-Mamo, wiesz przecież że mam książki, zeszyty i inne przybory. Nic więcej nie potrzebuję.
-Tak kochanie, ale Maks wziął z sekretariatu spis książek jakie będą Ci potrzebne i niestety wszystko trzeba będzie kupić nowe.
-Ahh tak. No dobra.
Kiedy skończyłam jeść śniadanie poszłam na górę, wzięłam swoją ulubioną płytę z piosenkami i udałam się do sali przeznaczonej dla mnie. Była ona duża. Podobała mi się. Przebrałam się szybko i zaczełam ćwiczyc mój najnowszy układ. Kiedy skończyłam, zobaczyłam że Maks przygląda mi się. Zignorowałam go i poszłam do pokoju. Ruszył za mną. Wyciagnęłam czyste rzeczy i udałam się do łazienki.
-Nikol muszę przyznać że potrafisz się ruszać. W tańcu jesteś inna, taka skupiona i szczęśliwa....
-Dzięki, ale czy mógłbyś już wyjść? Nie lubię jak tu przychodzisz, a zresztą muszę się odświeżyć bo zaraz jedziemy na zakupy, a może już zapomniałeś?
-Nie no skąd. Po prostu przyszedłem tutaj bo Twoja mama prosiła żebym Ci przekazał, że ona kupi wszystkie potrzebne rzeczy bo jedzie z Jerejem do miasta. Więc my dwoje mamy wolne. Tak myślę, że może byśmy poszli na spacer. Zapoznał bym Cię z kilkoma znajomymi.
- Nie, dzięki. Wolę zostać w domu. Nie będę z Tobą nigdzie wychodzić. Wspominałam Ci już, że Cię nie lubię?
- Tak kilkakrotnie-zaśmiał się
- No i nic do Ciebie nie dotarło?
- Dotarło. Może byś przestała się unosić dumą i zaczęła akceptować to że wszyscy chcą dla Ciebie jak najlepiej? Cały czas tylko narzekasz i nie doceniasz starań innych. Możesz mi powiedzieć dlaczego?
- Nie, nie mogę. Ja nie chciałam tutaj zamieszkać! Odczep się ode mnie.
- Jak chcesz..., ale przemyśl to co Ci powiedziałem. Wpadnę później. W razie czego będę u siebie.
Wyszedł. W końcu. Unoszę się dumą ? Czy ten chłopak nie może zrozumieć, że jest mi po prostu ciężko? Może jakby wiedział co przeżywam to zrozumiałby że wcale nie jestem taka zła. Czy mogłabym mu się zwierzyć? Nikt nie wie co mnie gryzie i czy on mógłby się dowiedzieć? Czy zrozumiałby mnie wtedy? Wydaje mi się, że mogłabym mu zaufać. Dlaczego tak bardzo w niego wierzę? Przecież nawet go nie znam. Co mnie do niego ciągnie? Chyba ma rację mówiąc, że nie doceniam tego, że inni chcą dla mnie jak najlepiej. Staram się, ale nie mogę zaakceptować tego Jereja. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że wczułby się w rolę ojca, którego tak naprawdę nigdy nie miałam. Czuję, że powinnam zaprzyjaźnić się z Maksem. Nigdy w życiu nie potrzebowałam przyjaciela tak bardzo jak teraz. Odświeżyłam się szybko, a kiedy skończyłam miałam zamiar udać się do jego pokoju żeby z nim porozmawiać. Wyszłam na korytarz i zobaczyłam dwóch chlopaków, którzy też akurat spojrzeli w moją stronę. Podeszli i się przywitali. Jeden miał na imię Samil, a drugi Kandal. Oboje byli wysocy. Wiedzieli już jak mam na imię. Domyśliłam się, że to Maks  im powiedział. Po chwili dołączył do nas właśnie on.
- Poznaliście już Nikol?-zapytał kolegów.
- Tak, tak. Jest bardzo miła, prawda Kandal?-przeniósł wzrok na kolegę.
- Tak. Nikol bardzo serdecznie nas przywitała- odparł stanowczo
- Doprawdy?  Była miła? To coś nowego.
- A co w tym dziwnego Maks? Potrafię być miła jak chcę- spojrzałam na niego, a na twarzy zagościł mi uśmiech.
- Hmm... zaskoczyłaś mnie. Wydaje mi się czy się nawet uśmiechnęłaś? Skąd ta zmiana?
- No wiesz... Twoje słowa dały mi dużo do myślenia. Postaram się być milsza, ale nie oczekuj ode mnie odrazu cudów.
- Nie no, to naprawdę ty? Nie wierzę.
- Ochh Maks czy to źle, że sie staram? Sam dałeś mi do zrozumienia, że zachowuję się w zły sposób więc staram się jakoś poprawić.
- Nie, bardzo dobrze że się starasz. Cieszy mnie to. Może pójdziesz z nami odwiedzić naszego chorego kolegę? Przynajmniej nie będziesz siedzieć sama w domu.
- Nie, idźcie sami. Ja przygotuję  mamie i J....erejowi obiad. Kiedy przyjadą to  będą głodni. Jak wrócisz za około dwie godziny to też się załapiesz.
- Nie ma sprawy Nikol. Będę za niecałą godzinę i Ci pomogę. Przy okazji może w końcu normalnie porozmawiamy-uśmiechnął się.
- Może....
- Chodźcie chłopaki. Narazie Nikol-rzucił odchodząc Maks.
- Cześć Nikol- uśmiechnął się Kandal
- Do zobaczenia- pomachał Samil.
Uśmiechnęłam się i poszłam do pokoju po odtwarzacz Mp3. Po czym zeszłam do kuchni i zabrałam się za robienie obiadu. Byłam zadowolona z siebie. Słuchałam muzyki przez słuchawki i akurat przygotowywałam surówke. Tańczyłam i wygłupiałam się jak tylko mogłam. Nie wiem co mnie naszło. Nawet nie zauważyłam kiedy wrócił Maks. Odwróciłam się, aby wziąść nóż ze stołu i zobaczyłam że siedzi przy nim  i się uśmiecha. Zdjęłam słuchawki z uszu.
- Ty już w domu? Co tak szybko?
- Szybko? Nie było mnie ponad godzinę Nikol.
Spojrzałam na zegarek. Miał rację. Ten czas tak szybko leciał. Obiad był już w sumie gotowy.
- No tak.
- Zaraz przyjadą Jerej i Twoja mama. Będą mile zaskoczeni skąd u Ciebie taka zmiana.
- Wiem. Zachowywałam się dziwnie, wczoraj i dzisiaj zresztą też, ale zrozum mi też nie jest łatwo.
- No właśnie o tym chciałbym z Tobą porozmawiać. O co chodzi? Coś Ci się tutaj nie podoba? Ktoś Ci zrobił krzywdę? Od początku widać było ból w Twoich oczach i zastanawiam się co Ci moze byc.
-Wiesz... ja nigdy nikomu nie mówiłam co jest powodem mojego smutku. Nie wiem dlaczego, ale chcę żebyś wiedział co mnie trapi.
- Więc słucham.
W tej samej chwili wróciła mama i Jerej.
- Zrobiliście obiad?- zapytał Jerej
- Nie. To Nikol przygotowała wszystko - odparł Maks
- Nikol to prawda?- zapytała mama
- Tak mamo. Pomyślałam, że będziecie głodni więc wzięłam się do roboty i przygotowałam posiłek
- To miło z Twojej strony Nikol-powiedział Jerej
Wszyscy zasiedli do stołu, jedli ze smakiem przygotowane przeze mnie danie. Po obiedzie mama dała mi kilka siatek z zakupami, które dla mnie zrobiła. Były tam ksiązki, zeszyty, kilka ciuchow i kosmetyki. Maks pomógł mi wszystko zanieść na górę. Zaczęłam wszystko starannie układać.
- W końcu możemy dokończyć naszą rozmowę...
- Tak możemy. Jak już wiesz nigdy nikomu się z tego nie zwierzałam. To nie jest tak, że przyjechałam tutaj i odrazu straciłam dobry humor. To trwa już jakiś czas. Po rozwodzie rodziców się załamałam. Nie wyobrażałam sobie życia bez któregoś z nich. Zamieszkałam z mamą, a tata miał mnie odwiedzać nawet kilka razy w tygodniu. Na początku tak było. Przyjeżdżał do mnie.Spędzaliśmy razem czas. Jeździliśmy do kina, na pizze. Później przyjeżdzał coraz rzadziej, a  z czasem przestał już nawet dzwonić. W końcu pojechałam do niego, ale kiedy otworzył drzwi zaczął krzyczeć na mnie po co przyjeżdżałam, czy nie pomyślałam, że skoro on sam nie próbuje skontaktować się ze mną to może po prostu nie chce mnie już znać? Powiedział też że nie uważa mnie już za swoją córkę. Zrobiło mi się przykro i wróciłam do domu. Nie mówiłam nic mamie, bo nie chciałam jej martwić. Po jakimś czasie poznałam chłopaka. Wydawało mi się, że jest to ten jedyny. Ten, który zawsze mnie pocieszy, przytuli, który zawsze bedzie przy mnie. Myliłam się bardzo. Zawrócił mi w głowie, a później odszedł bo znalazł inną. Po tym załamałam się jeszcze bardziej. W szkole nie miałam żadnej konkretnej przyjaciołki. Wszystkie dziewczyny w klasie były niby miłe, ale na przerwach w kątach obgadywały mnie ile się tylko dało. Przestałam wychodzić z domu. Nie utrzymywałam z nikim bliższych kontaktów, a do szkoły chodziłam tylko dlatego, że musiałam....Więc już wiesz o co tak naprawdę chodzi. Nie potrafię już nikomu ufać, bo boję się odrzucenia.
- Nikol... posłuchaj. To nie Twoja wina, że Twój ojciec jest takim draniem. Nie powinien tak się zachować wobec Ciebie. Teraz jak mi to wszystko opowiedziałaś już Cię rozumiem. Ten chłopak musiał byc głupkiem skoro tak Cię potraktował. Po prostu źle trafiłaś. Nie możesz się załamywać. Musisz wziąśc się w garść.
- To wszystko nie jest takie łatwe. Zobacz ja sobie tam nie dawałam rady, a teraz? Jestem w nowym miejscu, pójdę do nowej szkoły. Nikogo tam nie znam. Nawet nie wiem czy mnie zaakceptują. 
- Zobaczysz, że wszystko się jakoś ułoży. A zresztą znasz już kilka osób ze szkoły, a konkretniej trzy- uśmiechnął się.
- Kogo masz na myśli?-zapytałam nie wiedząc o co mu chodzi.
- Znasz mnie, Samila i  Kandala 
- No tak. Wy jesteście jeszcze w szkole. Przynajmniej będzie ktoś znajomy. 
- Jak chcesz możemy Ci towarzyszyć na przerwach-zaproponował
- Bardzo bym chciała, ale czy Wy nie woleli byście spędzać przerw w lepszym towarzystwie?
- Nikol... uważasz, że jesteś gorsza od innych? Lepszego towarzystwa od Twojego nigdzie nie znajdziemy. Poza tym chłopaki bardzo się ucieszą. Polubili Cię wiesz? A muszę przyznać, że niejedna dziewczyna oddałaby wszystko żeby być na Twoim miejscu-zaśmiał się.
- Co masz na myśli Maks? Muszę przyznać, że nie rozumiem o co Ci chodzi. 
- No wiesz,... My w szole tak jakby rządzimy. Nikt nam nie podskakuje. Jesteśmy lubiani. Żadna zwykła dziewczyna nie ma u nas szans.
- Widzę, że macie ogromne wymagania co do płci przeciwnej.
- Nie chodzi o to. Sama się przekonasz, że dziewczyny w szkole są strasznie fałszywe. Mało jest takich, które są godne zaufania i uwagi.
- Nie wierzę. Napewno spodobała Ci się któraś. 
- Tak. W pierwszej klasie. Chodziłem z taką Anilą. Później zdałem sobie sprawę, że dla niej nie jestem ważny ja tylko koleżaneczki z którymi może iść na zakupy czy też do kosmetyczki. Wtedy zauważyłem, że większość dziewczyn w szkole się do niej upodabnia. Oczywiście są też dziewczyny takie, które zasługują na uznanie. Są to te, które zawsze są sobą, wiedzą czego oczekują od życia i nie skupiają się tylko na swoim wyglądzie. Wiele dziewcząt zabiega o moje czy tez innych chłopaków z którymi trzymam względy, ale zazwyczaj zostają odrzucone. 
- Ja chyba nie zasługuje na to żeby się z Wami trzymać. 
- Co ty wygadujesz Nikol? Jestes ich całkowitym przeciwieństwem. Na początku pomyślałem, że jesteś taka sama jak inne, ale później zobaczyłem, że tak naprawde udajesz kogoś innego, że cierpisz. Od tamtej pory zastanawiałem się jak Ci pomóc. Cieszę się, że mi zaufałaś. Zawsze możesz na mnie liczyć. 
- Dziekuję Maks. 
Po rozmowie z Maksem poszłam wziaść kąpiel i szybko usnęłam. W niedziele rano wszyscy razem udaliśmy się do kościoła. Zauważyłam, że wiele dziewczyn przygląda mi się złośliwie. Domyśliłam się że to z powodu iż przyszłam z Maksem. Były po prostu zazdrosne. Wiedziałam, że niektóre z nich odrazu uznają mnie za swojego śmiertelnego wroga. Spojrzałam na chłopaka. Uśmiechnął się.
- Nie przejmuj się. One już takie są-szepnął mi do ucha
-Chyba mnie nie polubią-odpowiedziałam cichym głosem
-Nie martw się. Obiecuję, że znajdziesz się w takiej klasie, gdzie zaprzyjaźnisz sie także z dziewczynami- znowu szepnął, po czym sie uśmiechnął.
Po skończonej mszy, wróciliśmy do domu. Ani sie obejrzałam, a był juz wieczór. Miałam w planach iść spać szybciej niż zwykle. Jutro wielki dzień-pomyślałam. Po kąpieli położyłam sie na swoim  ogromnym łóżku  i spałam aż do rana.

Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (3) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

"W głebi serca"- Roździał I

sobota, 16 stycznia 2010 16:42

   Przeprowadzka i ogromny szok.
Nie pamiętam kiedy ostatni raz na Mojej twarzy gościł uśmiech. Od czasu kiedy rodzice się rozwiedli mieszkam z mamą, tata zaś udaje, że mnie nie zna. Tak po prostu dla niego ja jako córka nigdy nie istniałam, dlatego też nie utrzymujemy kontaktów. Jesteśmy sobie obcy. Jestem jedynaczką. Nigdy nie było mi z tego powodu przykro, ponieważ wiem jak sama cierpię i nie chciałabym żeby moje rodzeństwo także przeżywało to co ja. Tak więc ciesze się iż jestem sama. Wracając do tematu nie uśmiecham się... dlaczego? Tego sama nie wiem. Mam niby "przyjaciółki" w szkole, ale co to za przyjaźń gdy jedna drugą naokrągło okłamuje albo obgaduje? Dlatego też zadna z tych moich "przyjaciółeczek" nie wie, że tak naprawdę czuję się samotna. Dzisiaj dzień wyjazdu. Wyprowadzam się z mamą nad morze do miejscowości Fils. Jest ona nieduża. Nie wiem czy będę potrafiła tam zaklimatyzować się w jakiś sposób. Można by było zapytać dlaczego? Otóż jestem osobą po części nieśmiałą choć gdy ktoś nadepnie mi na odcisk potrafię być złośliwa. Trudno nawiązuje mi się nowe znajomości. Niedługo stanę przed ogromnym dla mnie wyzwaniem a konkretniej - pójściem do nowej szkoły, poznaniem nowych ludzi. Jest luty, czyli juz zaczeto nowy semestr. Wszyscy sie tam znali, tyko ja miałam być nowym dodatkiem w szkole. Nie znam przecież nikogo, czy sobię w takim razie poradzę?! 
- Nikol jesteś tu? Coś się stało kochanie? Przez trzy godziny nie odezwałaś się ani słowem- wyznała mama
- Tak mamo jestem jestem. Po prostu zamyśliłam się- odparłam bez chwili zastanowienia.
Mama co chwilę coraz to bardziej mi się przyglądała. Było to nieco dziwne. W końcu spojrzałam przed siebie i zobaczyłam tabliczkę z napisem Fils. Z jednej strony ucieszyłam się, że w końcu dotarłyśmy na miejsce, a z drugiej nie wiedziałam czego moge się spodziewać. Prawdę mówiąc bałam się.
- Córeczko?
Siedziałam jak wryta w samochodzie i nie zdołałam wydusić z siebie ani słowa. Przed naszym nowym domem stał jakiś facet mile uśmiechając sie do mamy.
- Nikol skarbie. Znowu się zamyśliłaś? Jesteśmy na miejscu. No dalej wysiadajmy bo musimy zdążyć wszystko wnieść do domu bo zaraz zrobi się ciemno.
- Tak mamo juz wychodzę-odparłam nieco ździwionym głosem.
- To dobrze kochanie. Jerej! Jerej! Jesteś już! - krzyknęła uszcześliwiona mama.
Nie miałam pojęcia o co jej chodzi. Jaki Jerej?! Wysiadłam w końcu z samochodu i zobaczyłam jak mama przytula się do tego gościa. Postanowiłam zapytać w takim razie o co chodzi.
- Mamo?
- Tak Nikol?
- Mogłabym Cię prosić na chwilę?
- Słucham kochanie?
- Mamo, proszę powiedz mi dlaczego przytuliłaś się do tego faceta?! Nic nie rozumiem.
- Córeczko widzisz.... To jest Jerej. My... my jesteśmy ze sobą i też zamiar mamy razem zamieszkać - powiedziła z entuzjazmem w głosie.
- Co? To po to musiałam porzucić szkołę i zamieszkać tutaj? Po to? Mamo jak mogłaś... ! Dlaczego wcześniej nic mi o nim nie powiedziałaś- zapytałam ze łzami w oczach.

Zanim zdążyła odpowiedzieć, podszedł do nas ten cały Jerej.
- Witaj Nikol, miło Cię widzieć. Nie mogłem się doczekać Waszego przyjazdu. Musimy się poznać bo odtąd będziemy rodziną.
- Jaką rodziną?! Ja Pana w ogóle nie znam! Teraz dopiero się dowiedziałam, że mama sprawiła mi nowego "tatusia" !
- To poznasz. Odtąd będziemy mieli wiele czasu żeby się zbliżyć do siebie. Teraz weźmy wszystkie walizki i chodźmy czym prędzej do domu bo zaraz nie dość, że się ściemni to jeszcze lunie deszcz.
- Nie mam zamiaru się do pana zbliżać ani nic z tych rzeczy-pospiesznie wzięłam swoje walizki i poszłam w stronę domu. Jerej otworzył drzwi. Mama była wniebowzięta. Oszałamiał ją wystrój domu. Był kolorowy i ciepły. Fakt wystrój niesamowity, ale to nie oznacza, że ma mi się to niby wszystko podobać. Dalej byłam wściekła na nią
- Gdzie mój pokój?! - zapytałam niby to od niechcenia.
- Na górze. Masz własny pokój a nawet łazienkę! O wszystko zadbałem, żebyś czuła się tutaj wspaniale.
- Och... co do tego to nie jestem pewna. Wzięłam walizki i po woli zaczęłam iść po schodach.
- Nikol? - zawołał ten cały Jerej.
- Co?! - byłam wściekła, że ciagle do mnie coś gada choć widzi, że nie darze go sympatią.
- Może potrzebujesz pomocy? Zawołam Maksa i Ci pomoże. Co ty na to?
- Maksa? A to niby kto?
- Jest to syn Mojego zmarłego kolegi. Wziąłem go pod swój  dach jakieś 5 lat temu i teraz dobrze nam się razem mieszka. Traktuję go jako rodzonego syna. Ma pokój obok Ciebie. Jest też niewiele starszy. Ma 19 lat. To tylko dwa lata różnicy między Wami. Mam nadzieje że go pulubisz. Maks? Maks?! - krzyknął.
- Już schodzę - odparł oszałamiający męski głos.
Spojrzałam w górę. Zbiegał pośpiesznie po schodach. Był wysoki. Miał ciemne, krótkie włosy. Był zadziwiająco przystojny.
- Maks. Pomóż Nikol wnieść jej walizki na górę- poprosił Jerej.
Po chwili poczułam, że ktoś chce wziąść odemnie walizke. Odwróciłam się w jego stronę. Uśmiechał się.
- Nie trzeba. Poradzę sobie sama - powiedziałam wyrywając walizke z jego rąk.
- No dobrze jak chcesz. To ty weź tą co trzymasz, a ja zabiorę resztę.
- Alee...
- Przecież to żaden problem-wtrącił zanim zdążyłam dokończyć swoją wypowiedź. - Panie przodem - powiedział z uśmiechem na ustach.
- Wzięłam walizke i szłam ku górze. Kiedy doszłam zobaczyłam długi korytarz i nie wiedziałam czy iść w prawo czy w lewo. Kiedy doszedł do mnie głośno się zaśmiał. Zirytowało mnie jego zachowanie. Czyżby śmiał się ze mnie? Co go tak bawiło?
- Co Cię tak śmieszy. Jestem aż taka zabawna?- zapytałam z sargazmem w głosie.
- Nie, nie. Nic z tych rzeczy. Po prostu rozbawiło mnie to, że nie wiedząc gdzie iść zrobiłaś taką pełną zrezygnowania minę. To było zabawne.
- No nie sądzę. Niby co w tym takiego śmiesznego?! Jestem tutaj pierwszy raz więc odpuść sobie. To gdzie mój pokój?
- W prawo. Chodź zaprowadzę Cię.
- Yhh Ok.
Szłam za nim pośpiesznie niezadowolona. Chciałam zapaść się pod ziemię. Co ta mama sobie wyobrażała? Wystarczająco trudna była dla mnie sama przeprowadzka a tu jeszcze takie coś? Ehh. Zobaczyłam jak stanął przed drzwiami.
- Oto i on.
Otworzył drzwi i poczekał aż wejde. Był śliczny. Dokładnie taki jaki chciałam mieć zawsze. Toaletka przy łóźku, na której stało już wiele kosmetyków. Pokój był w jasnoniebieskiem kolorze( moim ulubionym). Pościel była w nieco ciemniejszym odcieniu niebieskiego. Wszystko było starannie dobrane pod kolor. Przy oknie zobaczyłam organy. Nie umiałam grać, ale zawsze chciałam się nauczyć. Pokój nie był zagracony co też zauważyłam odrazu. Prawdę mówiąc  był to pokój moich marzeń, ale nie miałam zamiaru sie do tego nikomu przyznawać.
- Widzisz te drzwi po drugiej stronie pokoju?! - zapytał chłopak.
- Tak. Z moim wzrokiem jak narazie jest wszystko w porządku- powiedziłam oschle.
- Oj widzę, że nie bardzo podoba Ci się to wszystko. Twoja mama Krynil wspominała, że może być ciężko.
- No popatrz. Jak ty już wszystko wiesz ! A więc co to za drzwi?
- Złośliwa jesteś widze. To są drzwi do Twojej łazienki. Wygodnie nie? Nie musisz wychodzić nigdzie z pokoju żeby się odświeżyć bo łazienke masz tuż przed nosem.

Irytowały mnie te jego uśmieszki. Zobaczyłam jak odkłada walizki i siada na łóżku. Wkurzała mnie ta jego pewność siebie.

- Mógłbyś wyjść? Chciałabym się odświeżyć i iść spać. Jestem zmęczona.

- Nie, nie kochana. Jeszcze kolacja.
- Nie jestem głodna. Przekaż mojej mamie, że nie zejde na dół już dzisiaj.
- Dlaczego? Chcesz zrobić przykrość Jerejowi?
- Nie obchodzi mnie ten człowiek zrozumiano! Nie wiedziałam nawet, że wy istniejecie. Matka mnie wcześniej nie uprzedziła. Gdybym wiedziała....
- To byś tutaj nie przyjechała prawda? I dlatego Krynil nic Ci wcześniej nie mówiła.
- Dobra daruj sobie. Idź już stąd. Nie potrzebuje Twojego towarzystwa!
- Ok. Jutro rano i tak Cię odwiedzę i wymyślimy co będziemy robić. Odtąd mieszkamy razem. Oswój się z tą myślą.
- W soboty cały dzień ćwiczę i tańczę. Chociaż nie wiem w jaki sposób będę robić to tutaj. Nie ma tu tyle miejsca ile potrzebuję, ale cóż jakoś dam radę. Tylko to mi pozostało.
- Achh tak ty tańczysz. A do tego właśnie służą te drugie drzwi po lewej stronie pokoju koło łóżka. Jest tam sala przeznaczona tylko dla Ciebie. Będziesz mogła tam ćwiczyć. Jest tez wieża więc napewno Ci się wszystko spodoba. Widzisz jak Jerej się postarał? Doceń to.
- Nie będę nic doceniać. Mówiłam już że ten facet nic dla mnie nie znaczy tak samo jak ty. Odczep się odemnie i idź stąd!
- Dobra już idę. Zobaczymy się rano. Miłych snów- odpowiedział jak zwykle z uśmiechem na twarzy.
W końcu poszedł pomyślałam. Pośpiesznie poszłam do łazienki i wziełam gorący prysznic. W łazience miałam i prysznic i wanne. Jak to się mówi full wypas. Czyźby Jerej próbował mnie tym jakoś do siebie zbliżyć? Jeśli tak to mu się to nie uda! Mnie nie można kupić. Ubrałam się i poszłam  się położyć. Długo nie mogłam zasnąc. Rozmyślałam nad wszystkim. Wstałam. Wyciagnęłam z torby odtwarzacz Mp3 i włączyłam ulubioną playliste. Powoli odpływałam....


Podziel się
oceń
0
0

Ci co mieli coś do powiedzenia ... ;D (1) | Chcesz poradzić, napisać co myślisz? Śmiało!

"Rzeczywistość jest tylko stanem umysłu"

sobota, 23 września 2017

Licznik odwiedzin:  18 375  

Kalendarzyk ;)

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Jaka jestem?! Nie wie nikt.... nawet ja sama ;D

` Poprzez wyobraźnię kreuję własne ja.. ` myśl , myśl , myśl - jak to puchatek mawia ;D Egoistka? Nie przejdę obojętnie, jeśli komuś dzieje się krzywda.. Małomówna? Czasami powiem za dużo.. Skromna? Jeśli jest czym, lubię się chwalić.. Niska samoocena? Bogaty system wartości.. Wrażliwa? Często.. Słaba? Zazwyczaj.. Pewna siebie? Jedno słowo i już nie.. Chodzę własnymi drogami? Czasami lepiej pójść za kimś.. Ambitna? Wystarczy jedno niepowodzenie.. Cierpliwa? Łatwo się denerwuję.. Wyrafinowana? Zależy dla kogo.. Brak własnego zdania? Trzeba je mieć.. Smutna? Z natury.. Zdradzająca czy zdradzana? 2w1 Dobrze się uczę? Tak, ale tylko na błędach.. Wierząca? Zależy w co.. Krzyczę, gdy proszą mnie o cisze. Milczę, gdy mnie o coś pytają. Kłamię, gdy błagają o szczerość. Nienawidzę, gdy mnie kochają. Biję, gdy ktoś próbuje mnie przytulić. Gardzę bogatymi. By wszystkim pokazać ich lustrzane odbicie, sprowokować ich do szukania tego, czego we mnie nie mogą znaleźć, Bo ludzie widzą to co chcą zobaczyć. Nie chce decydować o tym, co uważasz za słuszne, lecz dlaczego tylko ja mam uważać, kłótnie zniszczyły wiele relacji na mej drodze, ale cóż wiem co myślę, nie na wszystko się zgodzę. Nie mam zamiaru spełniać czyjś oczekiwań , w życiu nie chodzi o to by sympatię zdobywać, więc czasem ktoś zarzuci Ci egoizm i co z tego, masz wszelkie prawo do tego by się bronić. To boli kiedyś blisko, teraz sobie obcy ludzie i trudno tak musiało być, nie mam złudzeń, nie mam pretensji, nie czuję nienawiści, wszystkiego najlepszego, obcy jest mi smak zawiści, mszczą się słabi, nawiedzeni chcą Cie zbawić, czasami duma nie pozwala spraw naprawić, cóż czasem granice ktoś przekracza, a w życiu? ..Nie ma powrotów, czas przecież nigdy nie zawraca.

Statystyki

Odwiedziny: 18375
Wpisy
  • liczba: 81
  • komentarze: 1386
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Jestem już z Wamii trochę czasu nieprawdaż?! : 2806 dni

Słownik internetowy

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Pytamy.pl